Elisabeth Ekadashi (2014) – Rower i jego chłopiec

Elizabeth_Ekadashi_Film_PosterParesh Mokashi długo kazał czekać na swój drugi film. Debiutował w rodzimym marackim przemyśle Harishchandrachi Factory, obrazem przybliżającym postać ojca założyciela indyjskiej kinematografii, Dadasaheba Phalkego, oraz kulisy powstania produkcji uważanej za pierwszy film fabularny z Subkontynentu. Reżyser pokazał się jako twórca błyskotliwy, umiejący z lekkością i poczuciem humoru podejść do tematu, w którym łatwo zejść na manowce nadmiernej powagi. Nie uwikłał się nadmiernie w historyczne dywagacje, nie zbudował czołobitnego pomnika. Skupił się na człowieku – na pokazaniu marzyciela nieprzyjmującego do wiadomości, że coś jest nierealne, który potrafił swoim pasjom nadać namacalny kształt.

 

ekW Elizabeth Ekadashi widać podobne optymizm spojrzenia oraz wiarę w ludzkie możliwości. Choć temat i styl odmienne – bo tym razem Mokashi serwuje nam kino dziecięce (acz nie tylko dla najmłodszych widzów), z dziecięcymi bohaterami, zanurzone w prozaicznej codzienności. Akcja rozgrywa się w niewielkim, choć znanym jako cel pielgrzymek miasteczku Pandharpur w Maharastrze. Tam mieszka Dnyanesh (Mahajan) z młodszą siostrą Zendu (Bhandarkavthekar), owdowiałą matką (Dhuri) i babcią (Kinikar). Rodzina jest uboga, z trudem wiąże koniec z końcem, ale jakoś sobie radzą. Są szczęśliwi i widać, że stanowią dla siebie nawzajem wsparcie. A matka za najważniejsze uważa, by dzieci zdobyły godziwie wykształcenie.
Dnyanesh uczy się pilnie, ale i sporo czasu poświęca dokazywaniu z kumpelską paczką oraz… przejażdżkom rowerowym. Do swojego roweru ma zresztą szczególny stosunek – bo to ostatnia pamiątka, jaka została mu po zmarłym ojcu. Tata sam dla niego pojazd skonstruował. Chłopiec hołubi go więc niczym żywą istotę – i nazywa imieniem Elizabeth. Wszyscy w miasteczku wiedzą, że dzieciak oraz rower są właściwie nierozłączni. Pewnego dnia jednak okazuje się, że Elisabeth będzie z wszelkim prawdopodobieństwem musiała opuścić rodzinę. Z uwagi na poważny dług do pilnego spłacenia mama dzieciaków musi rower sprzedać. Dnyanesh – z pomocą bandy przedsiębiorczych kolegów – postanawia zaradzić rodzinnym kłopotom i zdobyć potrzebną kwotę. Musi to jednak zrobić w tajemnicy przed rodzicielką.

Elizabeth-Ekadashi3Odświeżające jest, że o biedzie niekoniecznie trzeba mówić śmiertelnie serio, w ponuro-naturalistycznej konwencji. Reżyser wybiera co prawda realistyczny sposób narracji, ale z drugiej pokazuje świat nieco odrealniony: uładzony, ciepły i przyjazny. Nie ma tu właściwie czarnych charakterów, ważne są przyjaźń, lojalność i chęć pomocy. Można się zresztą pobawić w gdybanie, jak potoczyłby się scenariusz, gdyby był to film dla dorosłych zrealizowany przez np. Kashyapa.
Chwilami ta prostota świata przedstawionego i brak pogłębionego spojrzenia na poważne kwestie może irytować – choćby to, jak gładko prześlizguje się scenariusz nad relacjami otoczenia z chłopcem, który jest synem prostytutki. Z drugiej jednak strony mamy tu do czynienia z dziećmi, ich czystym spojrzeniem oraz niewinnością. I to radosnymi dziecięcymi oczami reżyser nakazuje nam patrzeć na świat, by uwierzyć, że nie ma sytuacji bez wyjścia i znajdzie się rozwiązanie każdej sytuacji. Nie można tylko się poddawać i w życiu powalczyć o swoje.

W Elizabeth Ekadashi jest coś z ducha irańskich Dzieci niebios czy marackiej Tingyi i rozmaitych ciepłych historii przywracających wiarę, że świat to całkiem miłe miejsce. Rzecz zrealizowana jest z wyczuciem, świetnie zbalansowana między śmiechem a powagą, urokliwa i z sympatią traktująca bohaterów. Ale po filmie tego twórcy spodziewałam się czegoś więcej niż tylko urokliwego poprawiacza nastroju.

5 uwag do wpisu “Elisabeth Ekadashi (2014) – Rower i jego chłopiec

  1. „Można się zresztą pobawić w gdybanie, jak potoczyłby się scenariusz, gdyby był to film dla dorosłych zrealizowany przez np. Kashyapa.” – byłby ‚przesadzony’ w drugą stronę? :P Jest w tym coś zastanawiającego, iż uważamy, że świat z filmów Anuraga, Bali czy Smarzowskiego jest bardziej realistyczny od tych, gdzie jest może trochę bardziej ‚różowo’ i się trochę mniej ‚dostaje po głowie’.

    • Bo nam się z upływem lat cynicznieje;). W mojej wersji „tylko mrok” rower obowiązkowo byłby zezłomowany w symbolicznej scenie utraty nadziei;).

      • Mnie tam niekoniecznie^^ W końcu bardziej ‚mój’ jest świat z filmów Vishwantha niż choćby Gurowych (co oczywiście nie świadczy ani, że są mi bliskie wszystkie filmy pierwszego ani że żaden film drugiego:D)

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s