Khoya Khoya Chand (2007) – Hołd dla kina złotej ery

KKC postDla kogoś zainteresowanego historią kina hindi Khoya Khoya Chand to niezwykła pozycja. To hołd dla ery wytwórni, nazywanej złotym wiekiem kinematografii, ówczesnych wielkich produkcji oraz gwiazd (co zresztą reżyser przyznawał w wywiadach). Pokrótce – film o rozkwitającym przemyśle filmowym.
Pokazując drogę aspirującej aktorki Nikhat (świetna Soha Ali Khan) do kariery, jej walkę o utrzymanie pozycji, relacje z reżyserem Zefarem (Shiney Ahuja), gwiazdorem Premem Kumarem (Rajat Kapoor), opowiada tak naprawdę o mechanizmach, które rządziły (i nadal zresztą rządzą) showbiznesowym światkiem.
Ma się przy tym smutne wrażenie, że pod pewnymi względami niewiele się zmieniło. Widzimy walkę twórców o wypływy i miejsca w box-office, niezbyt chwalebne obrazy gwiazd, bez skrupułów dyktujących warunki i wykorzystujących relacje zależności oraz powszechną hipokryzję– łatwo zapomnieć, kto komu jakie świństwo zrobił, gdy w interesie skonfliktowanych jest podjęcie współpracy.

Khoya Khoya Chand to jednak przede wszystkim opowieść łamigłówka, zbiór aluzji, odwołań do filmów i biografii wielkich gwiazd, zarówno aktorów, jak i reżyserów. Od drobiazgów –jak czołówka, kiedy plakat filmu pojawia się obok plakatu Mother India, a na okładkach branżowych pism poza nazwiskiem fikcyjnej Nikhat mowa o Helen, Dilipie  Kumarze, braciach Kapoorach, po zdjęcia utrzymane stylistyce retro oraz genialną ścieżkę dźwiękową, brzmiącą jakby powstała w latach 50.i 60. (gdyby nie współczesna studyjna jakoś nagrań, ilustracja byłaby nie do odróżnienia). Pojawiają się również klasyczne utwory, a fragmenty kręconych filmów wywołują skojarzenia z konkretnymi dawnymi produkcjami. I wreszcie biografie bohaterów, w których łatwo się dopatrzeć elementów zaczerpniętych od rzeczywistych legend tamtego okresu.

KKCstill2Reżyser co prawda odżegnuje się od takiej interpretacji, ale trudno w postaci Zafara nie widzieć Guru Dutta. W Khoya Khoya Chand jednak, może dla zmyłki, a może by choć symbolicznie oddać jego talentowi należny hołd, twórcy pozwalają, by losy artysty potoczyły się inaczej. Samego Guru widzimy zresztą w jednej ze scen, a znających jego twórczość i historię z pewnością rozbawi kwestia, że gdyby nie Waheeda Rehman, powierzyłby rolę w swoim filmie Nikhat.
Nikhat zaś „pożyczyła” elementy biografii od kilku postaci, w tym Meeny Kumari i Madhubali.
Prem Kumar to po trosze Pradeep Kumar, a po trosze Raj Kapoor (zresztą… odtwarzający jego rolę aktor to Rajat Kapoor, aż się prosiło o aluzję do Włóczęgi)
W Ranvirze dopatrzeć się można Dilipa Kumara. Bezkompromisowy bengalski reżyser – Bimal Roy. I długo by jeszcze można szukać podobieństw.

Z tego, co jest największą siłą filmu, wynikają niestety pewne potknięcia. Nie zawsze spójne zdają się zachowania bohaterów – jakby scenarzyści, budując postacie w oparciu o kilka wzorów, gubili ich charakter. Reżyser skupia się na showbiznesowej machinie, pokazywaniu większej całości, a nie jednostek, więc momentami trudno o zaangażowanie emocjonalne, a scenariusz wydaje się chaotyczny, sposób konstruowania opowieści zaś rwany. Epizodyczną konstrukcję miał inny film Mishry, Hazaaron Khwaishein Aisi. W Tysiącu pragnieńjednak taki zabieg się bronił. Tu może dystansować widza. Ale pomimo tych słabości, dla miłośnika dawnego kina hindi, film jest znakomitą opowieścią z kluczem, zrealizowaną z zachwycającą dbałością o detal.

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s