Woh Kaun Thi (1964) – Manoj Kumar i mroczne tajemnice

Woh_Kaun_ThiW ponurą burzliwą noc przystojny doktor Anand (Manoj Kumar) dostrzega na drodze samotną dziewczynę (Sadhana) w białym sari. Zaofiarowuje się, że może ją podwieźć… Dziewczyna wsiada do jego samochodu. Uśmiecha się tajemniczo. Nie wiadomo dlaczego przestają pracować wycieraczki auta… Mężczyzna chce się dowiedzieć czegoś więcej o swojej niespodziewanej towarzyszce.
„Kim jesteś” – pyta. „Nikim – odpowiada ona”. „Gdzie chcesz jechać?” – próbuje znowu. „Nigdzie” – pada odpowiedź.

Ulewa się wzmaga, jest mgła. Anand stwierdza, że nie widzi drogi. Dziewczyna uspokaja go, że ona widzi ją doskonale i może go pilotować. Jadą, prowadząc dziwaczną rozmowę.
Dziewczyna kieruje doktora Ananda do… cmentarza, tam wysiada, żegna się i znika we mgle za bramą, która przed oczami zdumionego mężczyzny sama się otwiera. Gdzieś z dali słychać melancholijną pieśń…

Tajemnicza dziewczyna znika za bramą cmentarza

Doktor, nadal zadziwiony, odjeżdża. Składa wizytę swojej narzeczonej Seemie (w tej roli – wyjątkowo nie jako wamp, a porządna dziewczyna o złotym sercu – Helen) i relacjonuje jej dziwną nocną przygodę.

Tak zaczyna się mystery thriller Raja Khosli Woh kaun thi, co w wolnym tłumaczeniu można oddać jako Kim właściwie była ta piękna pani.
Po tym nastrojowym wprowadzeniu oglądamy zupełnie zwyczajną historię. Lepiej poznajemy Ananda, jego ukochaną oraz mamusię, która synka najchętniej by już ożeniła. Poznajemy jego przełożonego w szpitalu – obdarzonego charakterystyczną twarzą K.N. Singha (tym razem zagrał porządnego człowieka) – oraz zadurzoną w młodym lekarzu koleżankę po fachu. Słyszmy liryczny miłosny duet Ananda i Seemy i dzikiego szalonego rockandrolla. Potem jednak historia wraca na niepokojące tory. Seema zostaje zamordowana, zaś Anand w różnych okolicznościach natyka się na kobiety o twarzy… dziewczyny, którą podwiózł w deszczową noc…

Film oglądany współcześnie jest oczywiście straszliwie staroświecki. Dobry pomysł w scenariuszu poprowadzono dość naiwnie: finał jest przewidywalny i pozostawia różne zabawne pytania bez odpowiedzi (warto nadmienić, że scenariusz ów popełnił Dhruva Chatterjee, scenarzysta rok późniejszego innego mystery thrillera z Manojem Kumarem,  Gumnaam). Jednak można ulec urokowi tajemnic, a nawet poczuć dreszcz lęku, jaki powoduje niewyjaśnione i nieznane oraz enigmatyczne spojrzenie i półuśmiechy Sadhany. A kilka scen, pomimo dość typowych chwytów, całkiem jest sugestywnych i niepokojących. Do tego balansowanie między rzeczywistością a ułudą, normalnością a szaleństwem…

Manoj Kumar i Sandhana

Wprawnie wykorzystano też rekwizytorium mglisto-deszczo-burzowe, z nieodłącznym ponurym haveli na odludziu, osnutym pajęczynami i wiszącymi u sklepienia szmacianymi nietoperzami (zapewne niezamierzony to hołd dla Eda Wooda). I coś, co mieliśmy w Mahal, Madhumati oraz co pojawiło się we wspomnianym już Gumnaam: tajemnicza pieśń niewieścia, co zwodzi i mami, i wabi bohatera…

Naina Barso

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s