Lust Stories (2018) – Bez pieprzu

Kiedy w 2014 r. Anurag Kashyap, Zoya Akhtar, Karan Johar i Dibakar Banerjee połączyli siły przy wspólnym projekcie, rezultat, film-antologia Bombay Talkies, okazał się całkiem udany. Można było co prawda marudzić na pretekstowe potraktowanie motywu przewodniego, ale zaprezentowane przez twórców historie się broniły – angażowały widza, a te Akhtar i Johara, jak na duży komercyjny…

October (2017) – Ulotne przyczyny

Bengalczyk Shoojit Sircar, pomimo potknięć takich jak Madras Cafe, zdążył już wyrobić sobie w kinie hindi markę – jako reżyser przewrotnej komedii Vicky Donor, komediodramatu Piku, w którym Big B. i Deepika Padukone brawurowo odegrali relację ojciec-córka czy producent oraz współscenarzysta Pink – wskazywanego przez wielu indyjskich dziennikarzy jako jedna z ważniejszych produkcji 2016 roku i istotny…

Padmavaat (2018) – Cześć i honor Radźputów

Sprawa batalii, jaką twórcy Padmavat musieli stoczyć – wpierw, by ukończyć realizację filmu, potem, by w ogóle doszło do jego premiery – odbiła się szerokim echem. W pewnym momencie o zamieszaniu rozpisywały się nie tylko indyjskie, lecz także światowe media. A było o czym pisać. Przypomnę więc, co się działo, bo trudno mówić o tym…

Death in the Gunj (2016) – Studium rozczarowania

Konkona Sen Sharma konsekwentnie robi swoje. Wybiera kameralne i niezależne projekty, nie zabiega o popularność czy sympatię widzów, nie interesują jej mainstream oraz komercyjny sukces. A kiedy – wzorem matki, Aparny Sen – postanowiła w końcu stanąć po drugiej stronie kamery, nie zmieniła bynajmniej twórczych zainteresowań. Death in the Gunj – „Śmierć w Gandźu” – to,…

Newton (2017) – Wyborczy cyrk

Newton jest kolejnym dowodem na to, że producent Manish Mundra ma wyjątkowego nosa do ciekawych twórców i projektów. Ta niezależna komedia, prezentowana na festiwalu w Berlinie w sekcji Forum, nie przemknęła w dodatku bez echa, w cieniu mainstreamowej rozrywki i hollywoodzkich blockbusterów. Spodobała się nie tylko publiczności, lecz także dziennikarzom, którzy zgodnie wymienią ten tytuł…

Lipstick under my burkha (2016) – Ukryte pragnienia

Paradoksalnie twórcy Lipstick under my burkha powinni rozbić kilka kokosów w intencji Pahlaja Nihalaniego, szczęśliwie byłego już szefa Central Board of Film Certification, który zrobił wiele, by uniemożliwić wprowadzenie filmu na indyjskie ekrany. Ale swoją determinacją tylko podkręcał ciekawość widzów – zakazany owoc jak wiadomo smakuje najlepiej. Szczególnie jeśli komisja cenzorska w odmowie przyznania certyfikatu…

Simran (2017) – Pomieszanie

Zwiastun Simran zapowiadał niezależną tragikomedię o charyzmatycznej dziewczynie z sąsiedztwa. A że w dziewczynę wciela się Kangana Ranault, od razu nasuwały się skojarzenia z Queen. I owszem, to mógł być podobny film – ożywczy w swojej naturalności, skupiony na bohaterce, choć tym razem takiej, która nie musi odkrywać siebie, a już jest odważnie kroczącą własnymi…

Victoria and Abdul (2017) – Powiernik królowej

W 1997 r. John Madden zrealizował Jej wysokość panią Brown, opowiadając o relacji, która połączyła owdowiałą królową Wiktorię i „człowieka z gminu”, jej szkockiego sługę Johna Browna. Ta zażyłość odbiła się szerokim echem, wywołując ogromny skandal zarówno na dworze, jak i pośród wiktoriańskiego społeczeństwa. A spekulacjom co do jej charakteru nie było końca. W rolę monarchini wcielała się Judi Dench. Po 20 latach powraca do postaci w Powierniku królowej (Victoria and Abdul) Stephena Frearsa, gdzie – taki już kaprys dziejów – historia się w jakimś sensie powtarza.

Shubh Mangal Saavdhan (2017) – Potencjał dobrze wykorzystany

W Shubh Mangal Saavdhan tamilski reżyser R.S. Prasanna wraca do historii, którą opowiedział już w rodzimym stanie. Kalyana Samayal Saadham, jego debiutancki film z 2013 r., spodobał się i widzom, i krytykom. Propozycja nakręcenia wersji hindi pojawiła się dość szybko, ale na jej realizację trzeba było trochę poczekać. Przed reżyserem nie stało wielkie wyzwanie. Kalyan… chwalono m.in. za osadzenie w miejskim środowisku i nowoczesnych bohaterów. Akcja rozgrywała się w Ćennaju (i okolicach), ale ta historia bez większych modyfikacji równie dobrze mogła się wydarzyć w innym indyjskim stanie.

Machines (2016) – Maszyny

Machines, czyli Maszyny Rahula Jaina to jeden z tych solidnych dokumentów, na jakie trafia się na przeglądach poświęconych prawom człowieka – podejmujących ważkie społeczne tematy, o których wygodniej nie pamiętać (choć jest się ich świadomym), a które przebijają się do mediów głównie wtedy, gdy zdarzy się jakiś spektakularny wypadek. Reżyser w swoim pełnometrażowym debiucie pochyla się bowiem nad sytuacją pracowników jednej z gudźarackich fabryk tekstylnych. Prowadzi nas wyłącznie obrazem, co jakiś czas oddając głos swoim bohaterom. Sam pozostaje niewidzialny. Nie ma tu objaśniającego kontekst i sytuację komentarza z offu, nie ma plansz informacyjnych, nie ma muzyki.

Pelli Choopulu (2017) – Przez biznes do serca

Brakowało mi ostatnio w kinie indyjskim porządnej komedii romantycznej. Urokliwej, poprawiającej nastrój, bez wydumanych zagranicznych lokacji, plastikowych postaci żyjących absurdalnie nieprawdziwym życiem, koszmarnej ścieżki dźwiękowej rodem z podrzędnej dyskoteki czy też mocno irytującego motywu bohatera, któremu zdobywanie względów dziewczyny miesza się ze stalkingiem . Z pomocą przyszło zrealizowane w języku telugu Pelli Choopulu. Ten sympatyczny…

Celluloid Man – niezwykły dokument o historyku kina, P.K. Nairze

Sprowadzić „Celluloid Man” Shivendry Singha Dungarpura wyłącznie do narracji dokumentującej zasługi P.K. Naira jako pionierskiego założyciela indyjskiej filmoteki narodowej, National Film Archive of India, byłoby krzywdzące. Zarówno dla twórcy filmu, jak i jego bohatera. Bo Celuloidowy Człowiek doskonale naświetla istotę i siłę napędową wszelkich przełomowych dokonań – oddanie, poświęcenie oraz ogromną pasję. A przy tym jest nostalgiczną podróżą poprzez historię indyjskiego kina, dokumentującą w migawkach oraz anegdotach jego bogatą przeszłość i pięknym listem miłosnym.

Haraamkhor (2017) – Etyczna fuszerka

W niezależnym kinie indyjskim ostatnich lat objawiło się trochę nowych talentów, twórców bardzo dojrzałych i świadomych mimo niewielkiego doświadczenia, zdobywających nagrody na prestiżowych międzynarodowych festiwalach w Wenecji, Cannes czy Berlinie. Shloka Sharmę, po jego reżyserskim pełnometrażowym debiucie Haraamkhor, trudno zaliczyć do tego ekscytującego grona.
Film nakręcono w zaledwie szesnaście dni, ale w przypadku niewielkich budżetów zdjęcia w zawrotnym tempie to norma. Nie trafił równie szybko na ekrany – po pierwszych festiwalowych pokazach w 2015 r. odleżał aż do teraz. I bardzo szybko po indyjskiej premierze trafił na platformę Netfliksa.

Chauthi Koot (2015) – Strach i wielka historia

Gurvinder Singh już ze swoim pełnometrażowym fabularnym debiutem, „Anhe Ghore Da Daan” z 2011 roku, objechał kilka ważnych światowych festiwali. Zasygnalizował obecność również pośród indyjskich miłośników kina niezależnego i artystycznego, czego ukoronowaniem było zdobycie prestiżowych Nationali – za zdjęcia, reżyserię oraz najlepszy film w języku pendżabskim. Po tym pierwszym sukcesie długo, bo aż cztery lata, musieliśmy czekać na jego kolejną propozycję. „Chauthi Koot”, w międzynarodowym obiegu funkcjonujące jako „The Fourth Direction” (czyli: czwarty kierunek, czwarta strona), Singhowi ponownie udało się pokazać w Cannes – w tym samym roku, w którym „Masaan” zdobył tam dwie nagrody.

Raees (2017) – Stara nowa masala

Rahul Dholakia od siedmiu lat nie nakręcił żadnego filmu. A zważywszy na fakt, że tym ostatnim była Lamhaa, pozbawiona choć krztyny sensu historia z konfliktem kaszmirskim w tle, w której Bipasha Basu jako ninja mścicielka w burce rączo skakała po dachach, posucha nie powinna dziwić. „Raees” szczęśliwie stał się podwójnym odkupieniem – zarówno reżyserskim, jak i aktorskim. Nie znaczy to, że mamy do czynienia z filmem szczególnie się wybijającym. Dostajemy jednak solidny rozrywkowiec, gdzie znajdziemy i romans, i akcję, jak też politykę, zemstę, intrygi, wątki społeczne i policyjno-przestępczą grę w kotka i myszkę oraz sporo piosenek.