Punyam Aham (2010) – Prithviego nad jestestwem zaduma

pa-ssg-poster3Narayan (Prithviraj) nie zna swojego ojca, bramina, który z miłości poślubił kobietę spoza swojej sfery, po czym ją porzucił. W poczuciu rozbicia, zastanawiając się, kim właściwie jest, młodzieniec opuszcza dom. Dociera do Kuttanadu, skąd pochodzi jego matka. W zapomnianej, trawionej licznymi problemami osadzie szuka własnej tożsamości, jak i odpowiedzi na Ważne Pytania. I przekonuje się, jak łatwo los lubi powtarzać dawne błędy.

Istotne są również historie ludzi z Kuttanadu – schorowanej matki (KPAC Lalitha) oraz jej urodziwej córki Jayashree (Samvrutha Sunil), antypatycznego tancerza kathakali (Nedumudi Venu) czy żyjącego z turystów George’a Kutty’ego (Nishant Sagar).

Reżyser, producent, scenarzysta, a zarazem autor dialogów (a również pisarz i dokumentalista) to Raj Nair, wnuk Thakazhiego Pillaia, słynnego malajalamskiego pisarza, którego Prawo morza, przez keralczyków sfilmowane, dawno temu ukazało się w Polsce. Zdjęcia nagradzanego operatora M. J. Radhakrishnana. Świetna obsada.

A jednak… coś tu nie gra. Oglądałam w poczuciu niezrozumienia, zdystansowana i obojętna. Reżyser sam gubi się w symbolach, metaforach, kulturowo-literackich nawiązaniach. Nie może się zdecydować, czy idzie w kino realistyczne, naturalistyczne czy realizm magiczny. Bohaterów prowadzi nieporadnie, postać Prithviraja rzuca w kamerę zagubione, nieśmiałe spojrzenia. Na początku i na końcu drogi jest tym samym Narayanem – jakby podróż nic mu nie dała, jakby niczego się nie dowiedział. Szkoda, szkoda potencjału takiego aktora.

Ale absolutnie magiczne są plenery – Backwaters, jeden z moich najukochańszych zakątków w Indiach. I jak pięknie są sfotografowane – to, co robi Radhakrishnan o wiele bardziej do mnie przemawiało niż ostatnio wycyzelowane, przeestetyzowane obrazy Santosha Shivana. Poruszył mnie, poprzez własne doświadczenia podróżne, obraz turystów, którzy przemykają gdzieś w tle. A to oglądają kathakali, a to płyną łodziami. Odprężeni, zupełnie obok, nieświadomi lokalnych dramatów… Ale taki już los kogoś, kto w drodze i tylko na chwilę. Ładne obrazki i parę celnych spostrzeżeń to jednak zdecydowanie za mało – nic nie maskuje pustki i koncepcyjnej nieporadności.

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s