Haider (2014) – Źle się dzieje w Śrinagarze

haidVishal Bhardwaj Haiderem, swoją od dawna planowaną adaptacją Hamleta, potwierdza, jak dobrze czuje Szekspira. Ponownie, jak to było w przypadku Omkary-Otella i Maqboola-Makbeta, w oryginale znajduje raczej inspirację, a nie instrukcję, i opowiada własną historię, na własnych prawach. Nie pozostaje w niej wierny literze tekstu – przetasowuje chronologię, odmiennie rozkłada akcenty – ale oddaje w pełni jego złożoność i emocjonalną siłę. A przy okazji zabiera głos w sprawie tyle ważnej, co drażliwej. Nie popada przy tym w mentorski czy propagandowy ton. Wnika w emocje, w relacje, psychologiczną cenę, jaką jego bohaterowie płacą za wydarzenia, w których uczestniczą, ale tło rejestruje z chłodem obserwatora.

Haider-Stills-3Akcję Haidera reżyser osadził w kontrolowanej przez Indie części Kaszmiru, dekadę temu (w połowie lat 90.), gdy konflikt był zaogniony i nie ustawało separatystyczne powstanie. Indyjskie władze, pod hasłami walki z terrorem, starały się wzmocnić pozycję, zwiększając kompetencje policji, a tym samym zwiększając represje wobec miejscowej ludności. Na porządku dziennym było aresztowanie osób „zakłócających porządek publiczny”, co stanowiło wygodną wymówkę, by uciszyć niewygodne, krytyczne wobec rządu jednostki. Dochodziło do starć miejscowej ludności z indyjskimi siłami bezpieczeństwa.
Obowiązywała (i obowiązuje nadal, nie tylko w Kaszmirze) Ustawa Praw Specjalnych Sił Zbrojnych (The Armed Forces Special Powers Act, w skrócie AFSPA) z ’58 roku, rozszerzająca uprawnienia indyjskiej armii na terenach „niespokojnych”. Budzi ona liczne kontrowersje i w raportach różnych organizacji zajmujących się prawami człowieka padają alarmujące dane dotyczące wynikających w niej nadużyć (de facto ustawa zapewnia służbom mundurowym bezkarność, pozwalając na przeszukania i aresztowania bez nakazu, jak również otwarcie ognia do zgromadzenia liczącego od zaledwie pięciu osób).
image1Do tego niesławnego prawa bohaterowie Bhardwaja odwołują się parokrotnie. Mowa o tym, że w Kaszmirze Bóg pozostał w niebie, a na ziemi panuje armia, której Biblią jest AFSPA. Ktoś inny podkpiwa, że AFSPA rymuje się z hucpa (w filmie ang. chutzpah). A to pochodzące z hebrajskiego, bardzo pojemne znaczeniowo (w angielskim jeszcze bardziej niż w polskim) słowo jest tu traktowane jako synonim zuchwałości, bezczelności, arogancji. I – między wierszami – w ustach postaci określa stosunek władz Indii i Pakistanu do Kaszmirczyków.

Hamlet według Bhardwaja nie zaczyna się od ducha. Wręcz przeciwnie, chodzi o żywych. Poproszony o pomoc lekarz, Hilal Meer (Narendra Jha), decyduje się przeprowadzić we własnym domu operację poszukiwanego separatysty. Gdy żona Ghazala (Tabu), zaniepokojona i świadoma niebezpieczeństwa związanego z takim czynem, pyta, po czyjej on właściwie jest stronie, Hilal odpowiada spokojnie, że nie wybiera stron – a tylko broni życia. Decyzja pociągnie za sobą dramatyczne konsekwencje. Armia, uzyskawszy informację, że u szanowanego doktora ukrywa się ścigany bojownik, podejmuje operację. Hilal Meer zostaje aresztowany i ginie bez śladu, a jego dom zamieniony w zgliszcza.
Haider-5W rodzinne strony wraca Haider (Shahid Kapoor), który jak wielu młodych wyjechał z niespokojnej Doliny na studia (w rozmaitych relacjach ludzi z regionu powtarza się „jeśli nie wyjechałeś, prędzej czy później dołączałeś do partyzantki”). Haider bezskuteczne próbuje odkryć losy ojca. A jego frustrację pogłębia fakt, że matka nie wydaje się szczególnie przejęta sytuacją. Rośnie za to jej zażyłość z bratem zaginionego męża, Khurramem (Kay Kay Menon).
W końcu Haider trafia na pewien trop. Kontaktuje się z nim tajemniczy rebeliant, Roohdar (Irrfan Khan), by przekazać wiadomość od Hilala Meera. Roohdar (znaczące imię, „rooh” to duch, dusza, świadomość, „dar” – odpowiedni słowotwórczy sufiks) był świadkiem jego śmierci. Wiadomość brzmi – pomścij mnie, twój wuj mnie wydał.

Shahid Kapoor daje mocny i wiarygodny aktorski popis, najlepszy w swoim dorobku. Jego Haider to wrażliwy poeta, który nagle wkracza w świat, gdzie na poezję nie ma miejsca. Realizacja synowskiej powinności – dopełnienia zemsty – nie leży w jego naturze. Ale w jego naturze nie leży również pogardzana nielojalność – ta, jaką okazuje jego matka boli go szczególnie.
Refleksja nad naturą i kruchością życia zyska drugorzędne znaczenie wobec przyziemnego i mało metafizycznego dylematu, komu należy ufać i w czyją relację wierzyć.

HaiderŁącznikiem z normalnością, oparciem okaże się na chwilę ukochana Arshia (Shraddha Kapoor). Ale w rzeczywistości, która w Kaszmirze zastała Haidera – świecie niepokoju, grozy, zdrady – na dłuższą metę nie ma miejsca na normalność. Jest zatruwające wszystko szaleństwo. Zemsta zaś może tylko spotęgować spiralę przemocy. Haider wydaje się świadomy, że wkracza na drogę bez powrotu, świadomy własnej niemocy, bezsilności wobec otaczającego dramatu. I to źródło jego desperacji i szaleństwa.
Bhardwaj w złożony, wielowymiarowy sposób oddał też relację Haidera z matką.
Ghazala-Gertruda nie jest demonizowana. Wydaje się boleśnie prawdziwą, zwyczajną kobietą, która próbuje wywalczyć dla siebie i swoich bliskich choć trochę szczęścia i normalności. Tabu udaje się pokazać zarówno jej siłę, jak i słabość.
Ale najlepszy występ zalicza tu Kay Kay Menon. Jest tak schowany za postacią, że trudno go poznać. Khurram-Klaudiusz to z pozoru niepozorny człowieczek. Nikczemność chowa za przepraszającym uśmiechem, powściągliwością. Ale nie napędza go pragnienie władzy. Po prostu chce przetrwać. Jak każdy.

W całej tej grozie Bhardwaj znajduje miejsce – w zgodzie z duchem pierwowzoru – dla komicznego oddechu, wątku dwójki niewydarzonych właścicieli wypożyczalni video, Salmana i Salamana, fanów Salmana Khana. To reżyserska wizja Rosenkrantza i Guildensterna.
Bhardwaj nie unika również bardzo dobrze wykorzystanych w tle piosenek i doskonale wplata w fabułę klasyczny klip taneczny – Bismil będzie odpowiednikiem sztuki, jaką Hamlet „zabawia” Gertrudę i Klaudiusza.

haider-10th-day-collectionFilmowcy (z nielicznymi wyjątkami jak w noweli dotyczącej kaszmirskich panditów w I am) – dotychczas koncentrowali się na konflikcie kaszmirskim jako teatrze działań wojennych dwóch skłóconych krajów. Na opowieściach o walkach (LOC Kargil) czy historiach z niezłomnymi i wyrachowanymi bojówkarzami w tle (Fanaa, Mission Kashmir, Roja). Bhardwaj w Haiderze oddaje głos mieszkańcom Doliny. Nie mówi w imieniu Indii czy Pakistanu, a Kaszmirczyków. Pokazuje ich dramat, ludzki dramat.
Współscenarzystą Haidera jest Basharrat Peer (pojawia się zresztą na chwilę na ekranie) – dziennikarz kaszmirskiego pochodzenia, autor poruszającego reportażu literackiego z Doliny Curfewed Night: A Frontline Memoir of Life, Love and War in Kashmir, w którym dzieli się trudnymi doświadczeniami rodziny, przyjaciół i swojego dzieciństwa. To dzięki Peerowi – jego wnikliwemu spojrzeniu, świadomości realiów niedostępnej dla człowieka z zewnątrz – reżyser dotyka dramatu Kaszmirczyków tak głęboko i prawdziwie. Oddaje obecny w reportażu Peera ból i podskórny niepokój, codzienny lęk, że w każdej chwili coś bardzo złego może się wydarzyć. Z dowolnej ze stron.

Groza, mrok rzeczywistości kontrastują tu z chłodnym pięknem natury i złudnym spokojem pokrytych śniegiem krajobrazów (doskonałe nastrojowe zdjęcia Pankaja Kumara).
Haider to nie tylko jeden z najlepszych filmów minionego roku, lecz, podobnie jak Black Friday, także jeden z istotniejszych rozliczeniowych obrazów w indyjskim kinie ostatnich lat. A szczęśliwie tematyczna odwaga idzie u Bhardwaja w parze z artystyczną wrażliwością i narracyjnym talentem.

haiderfTrzeba też wspomnieć o burzy, jaką film wywołał. Na Bhardwaja posypały się gromy, że nakręcił film antynarodowy i krytyczny wobec indyjskiej armii (nieważne, że dla równowagi w końcowym disclaimerze wspomniana jest ogromna rola wojska w pomocy ofiarom niedawnych powodzi). Że jak można pokazywać negatywnie indyjską armię, skoro tylu żołnierzy straciło życie w sprawie, a wojsko w Kaszmirze, i tylu innych miejscach, dokonało niebywałych poświęceń. Terroryści zaś są źli. I jak niewiarygodnym człowiekiem jest Basharat Peer, który żyje sobie wygodnie w Nowym Jorku i „nienawidzi Indii”. Pojawiły się wezwania do bojkotu. Pogróżki. Pogróżki na tyle poważne, że – jak przyznawał Bhardwaj w wywiadach – potrzebował ochrony. Sytuację wokół w jakimś sensie można przyrównać do głosów, jakie u nas podniosły się przy okazji Pokłosia i Idy. Polityki zamiatania niewygodnych kwestii pod dywan. Zmilczania ich.
Haider oczywiście nie jest dokumentem. Nie jest rzetelną relacją konfliktu, w wyważony sposób pokazującą wszelkie jego aspekty. Bo mówi przede wszystkim o ludziach, o ich emocjach, pragnieniach oraz lękach. I – na swoich fabularnych prawach – sygnalizuje, że coś, co się działo, było złe. I należy o tym mówić. Należy podejmować dyskusje, wyciągać z historii lekcje. Bo sprawę można rozpatrywać w szerszym aspekcie. Choćby AFSPA obowiązuje również w Manipurze – i to przeciwko tej specustawie desperacko walczy tamtejsza aktywistka Irom Sharmila (w retoryce przeciwników filmu – wykreowana przez media, opłacana przez zagraniczne mocarstwa figurantka mająca na celu dyskredytowanie Indii).

3 uwagi do wpisu “Haider (2014) – Źle się dzieje w Śrinagarze

  1. Bardzo fajny wpis. Choć filmu pewnie nie obejrzę, to warto wiedzieć, co dzieje się po drugiej świata – i to nie tylko filmowo, ale i w szerszym, polityczno-społecznym kontekście.

  2. Na pewno było lepiej niż przy „Matru ki Bijli ka Mandola” (do tej pory nie wiem, po co Bhardwaj nakręcił ten film), ale jakoś szału nie przeżyłem. „Haider”, szczególnie w pierwszej części, wydaje mi się strasznie popękany, jak gdyby w montażu wyleciały jakieś kluczowe sceny objaśniające, kto jest kim i w ogóle o co chodzi. No i trochę jednak widać było, że postaciom brakuje autonomii, przynajmniej niektórym – Haider odnajduje grób ojca i dawaaaaj, nagle w jednej chwili zamienia się w szaleńca monologującego na środku placu. WTF? Tak samo ichnia Ofelia obsuwa się w obłęd właściwie tylko dlatego, że tak stało się z jej odpowiedniczką u Szekspira. W samym filmie właściwie nic tego nie uzasadnia.
    Bardzo ładnie wprowadzony był Irrfan jako „duch” tatusia, Kay Kay i Tabu konsekwentnie trzymali poziom – i tylko Salmanów wymieniłbym na jakieś inne egzemplarze, bo ten duet był nieporozumieniem, zarówno jeśli chodzi o pomysł, jak i wykonanie (jedna scena z trzema dziadkami kopiącymi groby pozostawiła tę jakoby komiczną parę w pobitym polu). Shahid jak Shahid – wiadomo, że jak chce, to potrafi, tylko że teraz pewnie znowu wystąpi w dwudziestu komediach romantycznych, marnując cały swój potencjał. Szkoda.
    Cały czas mam wrażenie, że ten film bardzo by zyskał, gdyby ktoś go radykalnie przemontował, przede wszystkim skracając początek (przecież tak naprawdę cokolwiek zaczyna się dziać dopiero po godzinie). No i finał jakiś taki mało szekspirowski (a gdzie „Reszta jest milczeniem”?)

    PS: Ale nie zapominajmy o sprawach najważniejszych: „Śole” są wszędzie (odhaczone).

  3. Pingback: Shandaar (2015) – Renderowana ropucha | Hunterwali

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s