Lucia (2013) – Światy Nikkiego

luciaReżyser z Karnataki Pawan Kumar zadebiutował w 2011 komedią Lifeu Ishtene. Chwalono go za poczucie humoru, świeżość, dobrze napisany scenariusz (Kumar był również jego autorem), a film świetnie sobie poradził w box office.
Mogło by się wydawać, że droga do realizacji kolejnego projektu stoi przed twórcą otworem. Tym bardziej, że miał koncept. Miał scenariusz. Jednak w rodzimym przemyśle nie zdołał nikogo nim zainteresować.
W gorzkim wpisie na swoim blogu, zatytułowanym znacząco Making enemies, z rozbrajającą szczerością podzielił się frustracją przemysłem kannada, odsłaniając kulisy poszukiwania wsparcia dla projektu. Oberwało się gwiazdom (przez pół roku nikt nie znalazł czasu na spotkanie, by posłuchać historii), obsesji remake’ów (że zabija przemysł i wszelką kreatywność młodych), producentom (że płacą krocie za prawa do remake’u, a na oryginalny scenariusz kannada nie chcą przeznaczyć nawet grosza), ogólnemu przeświadczeniu, że nie ma wyrobionej widowni dla kina kannada, a więc trzeba taśmowo kręcić popelinową masówkę czy wreszcie samej publiczności, co nie zainteresuje się filmem bez topowej gwiazdy, choćby był świetny, a szturmem ruszy do kas nawet na największą szmirę z ulubieńcem.
Pawan Kumar wspominał, że łatwiej by mu było zrealizować ten film na rynku tamilskim czy hindi, lojalnie chciał jednak kręcić dla rodzimej publiczności, w swoim języku. Próbować coś zmienić.
Reżyser wyzłośliwił się i wyżalił, po czym przeszedł do działania. Postanowił zrealizować film na swoich warunkach, bez gwiazd, z niewielkim budżetem, zgromadziwszy fundusze przez crowdfunding, i skoncentrować się na promocji internetowej. Tak narodziła się Lucia, nakręcona w całości lustrzanką cyfrową (!), za 120,000 dolarów, pierwszy w Karanatace film sfinansowany przez widownię.
Dla niektórych może to brzmieć jak ostrzeżenie… Ale niesłusznie. To pomysłowa i sprawnie – mimo ograniczeń finansowych – zrealizowana historia, jeden z oryginalniejszych i świeższych indyjskich filmów w ostatnim czasie. Kolejny dowód, że nie trzeba wielkich budżetów, by tworzyć interesujące kino. Pochwał pod adresem projektu nie szczędzili Anurag Kashyap (i nie dziwne, bo Lucię spokojnie można postawić na tej samej półce co No smoking) oraz Siddarth (tamilski remake z jego udziałem niedługo wejdzie na ekrany), rzecz trafiła nawet na shortlistę produkcji, spośród których Indie wybierały tę zgłaszaną do Oscara w kategorii najlepszego filmu obcojęzycznego.

maxresdefaultTytułowa „lucia” to nowy narkotyk – który ma zapewnić szczególny rodzaj snów. Takich, które nie rozmywają się po przebudzeniu i następnej nocy śnione są nadal niczym kolejny odcinek serialu. Dostaje go przypadkiem Nikki (Sathish Ninasam), który szuka sposobu, by uporać się z nękającą go bezsennością. Nikki to prosty chłopak z niewielkiej wsi, pracujący w podupadłym kinie w Bengalurze (z latarką prowadzi spóźnialskich na ich miejsca). Zadurza się w Shwecie (Sruthi Hariharan), dziewczynie pracującej w pizzerii. Jednak ona nie uważa go za odpowiedniego partnera i traktuje raczej protekcjonalnie. W nielinearnej fabule będziemy śledzić migawki z życia chłopaka i jego starania, by zmienić nastawienie wybranki. A od momentu, gdy zażyje tajemniczą pigułkę, przeplecie je czarno-biała historia, w której Nikkiego widzimy jako Nikhila, gwiazdora zmęczonego sławą i popularnością. Osoby i wydarzenia z „kolorowej” rzeczywistości Nikkiego będą się – w nowych wcieleniach – pojawiać w czarno-białym świecie Nikhila. Również Shweta. Pozornie lucia pozwala oderwać się od niezbyt przyjaznej codzienności i zasmakować wymarzonego świata, ale z czasem sprawy się skomplikują. Sprzedawca oferujący pigułki ostrzegał zresztą, że magiczne sny mogą zmienić się w koszmar…
Sprawę można podsumować krótko – uważaj, czego sobie życzysz, bo życie nie układa się gładko, nieważne kim jesteś.

Obie równolegle prowadzone historie ogląda się z zaciekawieniem, pomysłowe są przeploty, różnice (i podobieństwa) między odpowiednikami danych postaci tu i tam. Ale koncept na Lucię to coś więcej niż te alternatywne opowieści. main-qimg-b480dea65b98a57feccb413ea0c96486Od początku zasygnalizowana jest zagadka. W pierwszej scenie widzimy bohatera w szpitalu, pogrążonego w śpiączce, podpiętego maszynerii podtrzymującej jego funkcje życiowe. Trwają debaty, czy etyczne będzie odłączenie go od aparatury. A Sanjay, przybyły z Mumbaju śledczy, bada, jak to się stało, że chłopak znalazł się w takim stanie. Nieszczęśliwy wypadek… a może ktoś był w to zamieszany? Z biegiem czasu z historii będzie można zebrać różne tropy. A reżyser w swoją historię wplecie elementy thrillera – bo bohater narobi sobie pośród bardzo nieodpowiednich ludzi wrogów.

Rzecz jest przemyślana, precyzyjnie skonstruowana i porządnie zmontowana. W obsadzie nie ma gwiazd, ale… po prostu dobrzy aktorzy, wcale nie debiutanci. Jak w przypadku Ugly Kashyapa ten brak opatrzonych twarzy jest bardzo odświeżający. I nigdy bym nie zgadła – gdybym do tej informacji nie dotarła i nie zobaczyła fotografii z planu – że zdjęcia zrealizowano lustrzanką cyfrową  (operator, Pankaj Kumar nakręcił w ten sposób również bardzo dobrze przyjęty i dopracowany wizualnie Ship of Theseus).
Ładnie rozegrana jest relacja między rzeczywistością, sposobem jej doświadczania a zmysłami oraz pojęciami i ich desygnatami. Pawan Kumar zdecydowanie rozumie, że kino rozrywkowe nie musi wcale być błahe, jest w nim miejsce na eksperymenty, a publiczność potrafi myśleć – i chwała mu za to.

Lekkości dodaje odrobina komizmu, bo reżyser – ukazując świat Nikkiego – nie pożałował sobie okazji do paru rynkowych złośliwości. Choćby w scenie, gdy Nikki omawia z asystentem plan zdjęć na kolejny dzień i ten odczytuje mu tekst piosenki, którą będą kręcić. Tekst jest upiornie słaby i asystent komentuje „Ależ to idiotyczne… Ale nie przejmuj się, na pewno stanie się hitem”.
Rozbrajający jest też Achyuth Kumar w nostalgicznym wątku Shankaranny, właściciela starego kina, niezrażonego wiecznymi pustkami na widowni.

Twórcy by dotrzeć z filmem do szerszej widowni zapewnili obok DVD dystrybucję online. Pod tym adresem za niewielkie pieniądze film z angielskimi napisami dostępny jest w dwóch wersjach – do wypożyczenia na 72h albo do pobrania.

 

8 uwag do wpisu “Lucia (2013) – Światy Nikkiego

    • A, no tak. Myślałam, że coś potem :) Ja się już chwile przymierzam do Bharat Stores, ale jakoś mi gupio tak jeden film tylko – nawet jak to i tak za darmo wysyłane. A nie chcą wydać UK na dvd np :/

  1. Lucia to dotąd jeden jedyny obejrzany przeze mnie film kannada. I choć mieszkam już w tym stanie jakiś czas i wypadało by się osłuchać jeszcze bardziej z językiem i choć moja indyjska rodzina mnie namawiała żeby te filmy oglądać, bo na pewno coś podłapię, to nie byłam w stanie się przemóc. W TV taka szmira, że szkoda gadać, te filmy wydawały mi się tak strasznie absurdalnie głupie, że byle jaki film w hindi to przy nich arcydzieło. A tymczasem obejrzałam Lucię i szczęka mi opadła, że nawet w kannada robią takie filmy! Naprawdę byłam pozytywnie zaskoczona.

    • Magda, pod tym linkiem, gdzie podaję namiar na „Lucię” jest ogólnie stworzona przez reżysera platforma, gdzie możesz też obejrzeć jego debiut (ja jeszcze się nie zebrałam;)). A w kinie kannada można znaleźć naprawdę smakowite rzeczy, szczególnie pośród twórców parallel.
      Bardzo polecam np. https://hunterwaalii.wordpress.com/2014/01/09/czekajac-na-kleske/ (przez długi czas była na yt z angielskimi napisami, możesz poszukać).

      A przy okazji, bo chyba nie jest tak dużo Polek z indyjską rodziną w Karnatace, czy Ty nie prowadzisz przypadkiem takiego bloga o życiu w Mangalore:)?

  2. Tak to ja! Zdemaskowana :D Ja po Lucii też się niby zbierałam na jeszcze jakiś film kannada, ale jak to często w życiu bywa, na chęciach się na razie skończyło.

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s