Court (Proces, 2014) – Oskarżony: system

Court-posterCourt – pełnometrażowy debiut Chaitanyi Tamhanego – jest wyjątkowo gorzkim obrazem indyjskiej rzeczywistości. Rozegrany w surowym, dokumentalnym stylu, pozostawia z poczuciem bezsilności i zgrozy.
W niespiesznym tempie, długimi ujęciami głównie w szerokich planach reżyser przenikliwie obnaża absurdy indyjskiego sądownictwa. Oskarża system. A sprawiedliwość rozumie szerzej niż tylko tę skodyfikowaną.
Jego film nie opowiada tak naprawdę historii Narayana Kamblego (Vira Sathidar), sześćdziesięcioparoletniego ludowego śpiewaka i przede wszystkim aktywisty społecznego, który zostaje oskarżony o współudział w domniemanym samobójstwie czyściciela kanałów ściekowych. „Współudział” miał polegać na tym, że Kamble za sprawą wykonanej publicznie buntowniczej pieśni skłonił mężczyznę do dramatycznego czynu.
Zarzut jest absurdalny, podobnie jak uznanie za samobójstwo zdarzenia będącego wedle wszelkich przesłanek tragicznym wypadkiem w pracy. Pracy, której warunki nie spełniają żadnych kryteriów bezpieczeństwa i urągają ludzkiej godności.
Nie jest to również historia adwokata Vinaya Vory (Vivek Gomber) ani sędziego (Pradeep Joshi) czy oskarżycielki Nutan (Geetanjali Kulkarni), choć kamera podąża za nimi poza salę sądową, osadzając nam te postaci w określonym kontekście, pokazując ich otoczenie oraz bliskich.
To wycinek tkanki społeczeństwa powiększony pod lupą, bezlitośnie wydobywający na światło dzienne napięcia społeczne, hierarchiczność i nierównowagę sił – uprzywilejowani eksploatują słabych, a dodatkowo zamykają im usta, gdy ci próbują protestować. To ponure świadectwo, że choć system kastowy zniesiono przepisami, nie tak łatwo wykorzenić go ze świadomości.
To również obraz groteskowego labiryntu procedur, skostniałych kodeksów i paragrafów niekoniecznie przystających do postkolonialnej rzeczywistości. Pokazany tu sąd niższej instancji wydaje się urzeczywistnieniem kafkowskiego koszmaru – nieprzypadkowo polski tytuł, pod jakim Court, czyli „sąd”, wyświetlono na festiwalu Pięć Smaków, to Proces.

chaitanya-tamhane-courtPróżno tu szukać blichtru dramatów sądowniczych – błyskotliwych ripost, oratorskich popisów, ekscytujących zwrotów w sprawie dzięki nowym dowodom. Wręcz przeciwnie. Widzimy ciąg podporządkowanych nużącej rutynie, niemal zautomatyzowanych posiedzeń. Sprawa za sprawą. Numer za numerem. Niczym w fabryce przy taśmie. A proces Kamblego – gdzie waży się kwestia zawinienia śmierci – sąsiaduje na wokandzie z błahostkami jak nieuprawnione podróżowanie w przedziale dla niepełnosprawnych czy kradzież zegarka.
Toczące się postępowania zakrawają chwilami na farsę – gdy prawnicy z pełną powagą powołują się na dziewiętnastowieczne przepisy, świadkowie nie pojawiają się tygodniami, ich wiarygodność jest mocno dyskusyjna, zeznający funkcjonariusze policji stronniczo interpretują wydarzenia, a przedstawiane dowody oraz argumentacja nie spełniają podstawowych kryteriów i przeczą logice. Sędzia zaś potrafi odwołać rozprawę, ponieważ powódka stawiła się na niej w nie dość skromnym stroju – koszuli bez rękawów.
Reżyser nie traktuje widzów jak bezmyślnej masy, wymaga od nich uwagi i skupienia. Dzięki precyzyjnej konstrukcji i przemyślanemu scenariuszowi podsuwa wszelkie potrzebne informacje, nie głosząc moralizatorskich monologów i nie tłumacząc nic zza kadru. Obraz i wydarzenia mówią same za siebie. A spokój czy wręcz chłód zdystansowanego obserwatora, z jakimi Tamhane rozwija narrację, tylko potęgują poczucie osaczenia.

COURT_Pic5_TeZoo_Entertainment.jpg_standaNie wszystkie niuanse będą zrozumiałe dla międzynarodowej publiczności – ale liczne nagrody festiwalowe, w tym dwie w Wenecji, dowodzą, że całość kontekstu nie jest niezbędna. Uwikłanie jednostki, niemoc wobec systemu, potrzeba sprawiedliwości, tłumienie niewygodnych głosów sprzeciwu – są dostatecznie wymowne.
Z ekranu (nie licząc protest songów Kamblego) nie pada hasło „kasta”. Nie wspomina się bezpośrednio o dyskryminacji. Ale pochodzenie oskarżonego jest dość jasne (w toku procesu zapytany o ugrupowania, w jakich kiedyś działał, wymienia m.in. Dalit Progressive Movement). Dalitem musiał być zmarły. Kto inny wykonywałby najbrudniejszą z prac?
Adwokat – słuchający jazzu, spotykający się z przyjaciółmi w modnych klubach i robiący zakupy w ekskluzywnych delikatesach z zachodnimi produktami – reprezentuje postępową wyższą klasę średnią. Dobrze wykształcony, ze świetnie sytuowanej rodziny mógłby wybrać bardziej prestiżowy i dochodowy zawód. Tymczasem jest obrońcą z urzędu, z poczuciem misji wygłasza również pogadanki w organizacjach społecznych. Ma otwarty umysł, dociekliwie i krytycznie przygląda się faktom. Szuka odpowiedzi.
Oskarżycielka reprezentuje niższą klasę średnią, wydaje się osobą konserwatywną, zamknięta na „nowe”. Po pracy odbiera dzieci ze szkoły, wraca do domu, wdając się w błahe pogawędki o jakości sari i cenach żywności, szykuje obiad dla całej rodziny, zjadają go przed telewizorem. A w wolnym czasie oglądają przedstawienia, które pod komediową fasadą niosą hasła marackiego nacjonalizmu wymierzone przeciwko napływowi ludności z innych stanów.
Court_Still_3Akt oskarżenia odczytuje beznamiętnym tonem służbistki, jakby to była lista zakupów. Działa niczym zaprogramowana maszyna. Jej zadaniem jest wypełnienie procedur, odszukanie odpowiednich paragrafów i zrobienie z nich użytku (nie widzimy ani razu, by podjęła jakieś działania w terenie, rozmawiała ze świadkami poza salą procesową). Nie docieka prawdy. W oskarżonych nie widzi ludzi – w pewnym momencie ze znużeniem podsumowuje: wciąż te same twarze, te same historie. Z jej punktu widzenia wszyscy są winni, a ona musi tylko doprowadzić do zamknięcia sprawy. Im szybciej, tym lepiej. Dostarczone dowody przyjmuje bezrefleksyjnie, nie analizuje ich i nie widzi takiej potrzeby.
Reżyser jednak nie demonizuje tej postaci. Przygląda jej się z tego samego dystansu co pozostałym. Nutan nie jest pokazana jako zła czy dobra – a po prostu szara, zwyczajna. Jest urzędnikiem, jednym z szeregu, niewolniczo oddanym biurokratycznym regułkom. Nie tyle jednostki są tu poddane krytyce – a system, w tym edukacji, który produkuje pracowników niezdolnych do samodzielnego twórczego myślenia, działających według algorytmów.

Narayan Kamble – swoimi metodami „nieposłuszeństwa obywatelskiego” – nasuwa skojarzenia z działaczami studenckiego ruchu Kabir Kala Manch. KKM zawiązał się w następstwie wydarzeń w Gudźaracie w 2002 r., a jego członkowie poprzez muzykę, poezję i działania artystyczne w slumsach, na ulicach, uczelniach postanowili budzić świadomość społeczną i skłaniać do walki o sprawiedliwość, podejmując kwestie jak np. wykorzystywanie nieuprzywilejowanych warstw, desperackie samobójstwa rolników, nierówności ekonomiczne. Część członków grupy została aresztowana pod poważnymi zarzutami działalności niebezpiecznej dla państwa – a dokładniej wspierania i finansowania Naksalitów. Radykalne poglądy członków grupy – i otwarte ich wyrażanie – nie leżały w interesie władz stanowych. A oskarżenie i postępowanie budziło liczne wątpliwości.
Podobny mechanizm – fabrykowanie dowodów rzekomego spisku godzącego w integralność i bezpieczeństwo państwa – dotyczy również filmowego Kamblego. Przedłużający się areszt, nieuwzględniający pogarszającego się zdrowia oskarżonego, przypomina o sytuacji pieśniarki z KKM Sheetal Sathe uwięzionej w zaawansowanej ciąży. Sąd niższej instancji odmówił kobiecie kaucji, nie zważając na jej stan i fakt, że po długim okresie ukrywania sama wraz z mężem oddała się do dyspozycji policji. (Kaucję przyznał po paru tygodniach dopiero Sąd Najwyższy).
Sprawa Kabir Kala Manch została nagłośniona przez Ananda Patwardhana w filmie dokumentalnym Jai Bhim Comrade.
Chaitanya Tamhane w wywiadach przyznaje, że w ramach przygotowań do Court cała ekipa wnikliwie zapoznała się z tym materiałem – skojarzenia nasuwają się więc nieprzypadkowo.

Chaitanya-Tamhanes-Court-lPostać Kamblego może być też wzorowana na Vilasie Ghogrem, pieśniarzu-aktywiście, który popełnił samobójstwo na znak sprzeciwu po tragicznym w skutkach proteście dalitów w Mumbaju w 1997 roku. Wskutek otwarcia ognia przez policję zginęło 10 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. (Dopiero po 12 latach oficer, który wydał rozkaz, by strzelać, usłyszał wyrok. Pokojowy protest zaś, podczas którego podjęto interwencję, wiązał się ze znieważeniem pomnika Bhimrao Ramjiego Ambedkara, dla niedotykalnych ikony, polityka, współtwórcy indyjskiej konstytucji, pierwszego dalita, który zdobył wykształcenie uniwersyteckie).
Teksty pieśni, jakie w filmie wykonuje Kamble, napisał Sambhaji Bhagat, przyjaciel Vilasa, również działacz i „poeta ludu”.
Zresztą Vira Sathidar, który odtwarza rolę Kamblego, sam jest artystą i społecznikiem oraz redaktorem radykalnego marackiego magazynu „Vidrohi”. Dodaje to jego postaci rysu autentyczności. Nie ma się poczucia gry. Sathidar wie, jak modulować głos, jak zwracać się do publiczności. Ujęcia z jego udziałem równie dobrze mogłyby się znaleźć w dokumencie.
Podobnie ma się sprawa z żoną „ofiary” – nie widzimy w tej roli zawodowej aktorki, a wdowę po mężczyźnie, który pracował jako czyściciel latryn. I wygłoszone pozbawionym emocji, informacyjnym tonem zeznanie tej postaci, dotyczące warunków, w jakich pracował mąż, to jedna z bardziej poruszających sekwencji.
Jedyni aktorzy w zespole to Vivek Gomber i Geetanjali Kulkarni – co daje bardzo naturalistyczny efekt.

Trzeba też podkreślić, że dramatyczna sytuacja pracowników kanałów nie jest to wymyślony problem stworzony wyłącznie na potrzeby narracyjne. Tata Institute of Social Sciences przedstawił wyniki badań z 2005 i 2006 r. wskazujące, że 80 proc. „czyścicieli” umiera przed 60 r. ż. wskutek wypadków i problemów zdrowotnych wywołanych warunkami pracy (w tym casus filmowy, czyli zatrucia toksycznymi gazami, prowadzące do utraty przytomności i uduszenia). Można też odnaleźć dane, iż 95 proc. spośród tych pracowników to niewykształceni, niewykwalifikowani dalici – którzy nie mają szans znalezienia godziwego zatrudnienia.
Regulacje prawne dotyczące zatrudniania czyścicieli oraz odpowiednich zabezpieczeń notorycznie są zaś obchodzone i łamane, powracają oskarżenia aktywistów społecznych, że rząd nie podejmuje dostatecznie zdecydowanych działań, by legislacja i praktyka szły w parze.

Realizm, oszczędność środków i waga podnoszonych przez Court kwestii kojarzą się z filmami, jakie niegdyś kręcili Govind Nihalani (szczególnie przypomina się Aakrosh) czy Shyam Benegal. Reżyser nie ustrzega się pewnych warsztatowych potknięć (zbędnej sekwencji scen po tym, gdy opowieść zyskuje już idealną narracyjną klamrę), ale i tak jego debiut jest zaskakująco dojrzały – zarówno formalnie, jak i koncepcyjnie. Zastosowane zabiegi są w dodatku świadome, przemyślane, nie wynikają z twórczej improwizacji (Chaitanya Tamhane podkreślał, że ujęcia powtarzano wielokrotnie, dopóki nie osiągnięto zaplanowanego efektu).  Pomimo wagi tematu nie ma tu głośnych oskarżeń, dydaktyzmu czy elementów propagandowej ulotki. Widz, jeśli zechce, odnajdzie tropy w świecie poza ekranem. Ale nikt mu ich nie wskazuje palcem. Podobnie ma się rzecz z dramatyzmem. Narracja jest powolna, spokojna. Napięcia kryją się pod powierzchnią.
Zdecydowanie głos, który zaskakuje na uwagę. Odważny, śmiały, a w dodatku bez artystycznych kompromisów.

Bw4DjvmIcAEpt5X.jpg large

Reżyser i jego dwie weneckie nagrody

4 uwagi do wpisu “Court (Proces, 2014) – Oskarżony: system

  1. Bardzo ciekawa notka, mam jednak pewną uwagę. Marackie nazwiska typu Tamhane, Kamble czyta się ze słyszalnym e na końcu, wobec czego ich odmiana powinna brzmieć: Kamblego, Tamhanego, a nie Kamble’a czy Tamhane’a. Bardzo chciałam obejrzeć ten film na festiwalu w Londynie, nie udało mi się to jednak :( Czy to prawda, że miał być na vod, razem z innymi filmami z festiwalu 5 smaków, wiesz coś o tym?

    • Jest kilka filmów z Pięciu Smaków na Kinopleksie, ale „Court” wśród nich nie widziałam. Tylko cząstkę programu udostępniają – jak ostatnio zaglądałam, była np. queerowa „Tajemnica kwiatu plumerii” ze Sri Lanki.

      I usterki poprawione, dzięki. Tamhanego nawet sama dobrze odmieniłam, bo sprawdziłam zapis w dewanagari, ale czemu założyłam, że w Kamblem „e” jest nieme i potraktowałam jego nazwisko jak angielskie, to już jest zagadka:D

  2. Pingback: Titli (2015) – W domu, czyli w piekle | Hunterwali

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s