Newton (2017) – Wyborczy cyrk

Newton jest kolejnym dowodem na to, że producent Manish Mundra ma wyjątkowego nosa do ciekawych twórców i projektów. Ta niezależna komedia, prezentowana na festiwalu w Berlinie w sekcji Forum, nie przemknęła w dodatku bez echa, w cieniu mainstreamowej rozrywki i hollywoodzkich blockbusterów. Spodobała się nie tylko publiczności, lecz także dziennikarzom, którzy zgodnie wymienią ten tytuł pośród najciekawszych filmów minionego roku. Acz powodzenie może zaskakiwać – bo tej propozycji daleko do beztroskiego rozśmieszacza czy uniwersalnego poprawiacza nastroju. Nie jest to również komedia romantyczna ani niegrzeczna wariacka farsa w stylu Delhi Belly. Reżyser Amit Masurkar (wcześniej odpowiedzialny za niezbyt udane, choć zadziorne Sulemani Keeda), po humor sięga cokolwiek czarny. Newton to gorzka w wymowie satyra polityczna, która skłania do zastanowienia nad funkcjonowaniem „największej demokracji świata”.

Newton – świetny Rajkumar Rao – to pochodzący z klasy średniej urzędnik z zasadami. Zwykły przyzwoity człowiek o poważnym podejściu do obowiązków i przeświadczeniu, że swoją pracę należy wykonywać z oddaniem i skrupulatnością. Naprawdę nazywa się Nutan Kumar, ale że nie miał dość rówieśniczych docinków, i lubił nauki ścisłe, przerobił „Nutan” na „Niuton”. Zmiana nie obyła się bez konsekwencji – bo niczym wielkiego poprzednika czekała go kolizja z siłami rządzącymi rzeczywistością.
Pewnego dnia Newton bowiem zostaje wysłany do dżungli w Ćhattisgarhu, by nadzorować przebieg wyborów parlamentarnych w okręgu, gdzie głosuje zaledwie siedemdziesięciu obywateli – adivasich mieszkających we wsi. Okolice są nie byle jakie – to Dandakaranja – z sanskrytu Dżungla Kary – gdzie rozegrało się wiele wydarzeń z Ramajany. Współcześnie jednak miejsce zastępów rakszasów zajęły niekochające rządu naksalickie bojówki. Organizacja komitetu w tym niespokojnym regionie to poważne przedsięwzięcie, tak więc Newtonowi, przedstawicielce mieszkańców Malko (Anjali Patil) i zaprawionemu w wyborczych bojach, czekającemu już na rychłą emeryturę urzędnikowi Loknathowi (Raghuvir Yadav) towarzyszy wojskowa obstawa pod dowództwem Aatmy Singha (Pankaj Tripathi).
Nieuniknione będzie więc stracie charakterów i postaw – między idealizmem a cynizmem, zaangażowaniem a zmęczeniem i rutyniarstwem.
Newton podchodzi do sprawy z zapałem, nie zważając na polityczne zawiłości – nie jest jego sprawą zajmowanie stanowiska, ocena działalności naksalitów czy lokalnej władzy. To właśnie ze względu na neutralność i bezstronność może wykonywać swoje obowiązki. Od początku jednak zderzy się z problemami – od podkreślania, jak kłopotliwa jest ta cała zabawa w wybory dla garstki ludzi ze wsi, gdy po lasach grasują uzbrojone bojówki po komentarze, że po co się w ogóle przejmować, skoro zainteresowani i tak nie przyjdą, bo w najlepszym wypadku mają wybory w głębokim poważaniu, a i nie bez konsekwencji pozostają wezwania Naksalitów do bojkotu i realna groźba, że zakłócą głosowanie. I zbiegiem czasu sytuacja będzie się coraz bardziej komplikować….
Głosowanie garstki ludzi z odległego, dotkniętego licznymi problemami regionu dla władz będzie okazją do promowania siebie i urządzenia okołowyborczego cyrku relacjonowanego przez krajowych i zagranicznych dziennikarzy. Szacowni goście znikną zresztą z miejsca wydarzeń jeszcze szybciej, niż się pojawili. A z wszystkiego wyziera gorzka prawda – że o tych wyborców nikt tak naprawdę nie dba. Żaden z kandydujących nie dotarł tu z wiecem, a nazwiska na liście nic mieszkańcom nie mówią. I nie mają przeświadczenia, by cokolwiek miało się dla nich zmienić. Przywykli do bycia tymi pomijanymi przez główny nurt polityki – nie tylko. Nawet Newton, choć pochodzący z niedaleka, z pasją wyjaśniający znaczenie funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego i co oznacza oddanie głosu w wyborach, nie ma pojęcia o ich życiu i codzienności.

Reżyser podchodzi do sprawy z zadziwiającą lekkością, a doborowa obsada idealnie odnajduje się w konwencji. Nie prawi morałów, nie wykłada widzowi wprost żadnych napakowanych patosem haseł, nie uprawia politycznej propagandy. Pokazuje wycinek rzeczywistości, która nie jest ani łatwa w ocenie, ani nie ma na jej bolączki gotowych recept. Opowiada mądrze i gorzko, ale pozwalać się śmiać, umiejętnie żonglując elementami farsy. Podkpiwa nie tylko z fasad funkcjonowania demokracji, ale i klasy średniej, dominacji hindi, znaczenia znajomości angielskiego.
Nie pokazuje czarno-białego świata. Ani Singh, ani Loknath nie są źli. Wykonują swoje zadania – tak jak się tego nauczyli i jak potrafią. Chcą dobrze. A że rzeczywistość i doświadczenie sprawiły, że postrzegają świat, jak postrzegają – to już osobna kwestia.
Irytują swoimi postawami, ale mimo wszystko – budzą sympatię. I z ich słabostek wynika wiele kapitalnych sytuacji komicznych.
A polityczny mikrokosmos, który oglądamy, z naszej perspektywy wbrew pozorom ani taki odległy czy egzotyczny.

 

60520012

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s