Bajrangi Bhaijaan (2015) – Ku pokrzepieniu

bajrangi-bhaijaanNie ma co się oszukiwać – każdą niemal scenę w tym filmie przewidzicie z biegłością mistrza prekognicji. Owszem, Szczęśliwie Zbiegi Okoliczności i Niezwykłe Zrządzenia Losu będą szczęśliwe i niezwykłe do kwadratu, a nawet sześcianu. Jasne, scenariusz jest wyrafinowany niczym kuchnia w McDonalds’ i miejscami przypomina sito, wskutek czego zawieszenie niewiary wymaga akrobatycznych wręcz zdolności. Szlachetni okażą szlachetni do granic mało osiągalnych dla śmiertelników, a Prawość, Dobro i Słuszność zatriumfują z subtelnością tajfunu. Chcecie prawdziwego życia i realizmu – nie, to zdecydowanie nie ten adres.

Jeśli jednak przystąpicie do seansu z pełną świadomością, z jakiego rodzaju produkcją macie do czynienia, i nastawicie się na masalową rozrywkę ku pokrzepieniu serc, barwną i optymistyczną, co miała zwabić przed ekrany w świąteczny czas liczne rodziny, od szkrabów po seniorów rodu, jest szansa, że będzie się wyśmienicie bawić. Bo w przeciwieństwie do żenującego produktu, którym Salman uraczył nas w zeszłoroczne Eid, Bajrangi Bhaijaan w reżyserii Kabira Khana jest wyjątkowo bezpretensjonalną i sympatyczną opowieścią z dobrym tempem oraz proporcjami odpowiednio wyważonymi proporcjami między komedią, wyciskaczem łez a historią sensacyjną. Zrealizowaną w dodatku z zachowaniem sprawdzonych formuł Manmohana Desaia. Szczerze kibicuje się więc bohaterom w ich zmaganiach i z dziecięcą radością czeka na kolejne zwroty akcji, choć doskonale wiemy, jakie będzie ich rozwiązanie. A komiczne przymrużenie oka ratuje całość przed pułapką, w jaką wpadają produkcje zbyt Głęboko Słuszne.

bajrangi-bhaijaan1Tym razem Salman wciela się Pawana Kumara Chaturvedi, prostego człeka, obdarzonego szlachetnym oraz szczerym sercem, nade wszystko ceniącego prawdę. Ten swój chłopina jest niczym wielkie naiwne dziecko. Po dziecięcemu błaznuje i oddaje się radosnym pląsom ku czci Hanumana, którego jest wyznawcą. W parze z niewątpliwymi przymiotami charakteru niekoniecznie jednak idą bystrość umysłu i życiowa zaradność. Ale niedostatki na tych polach będzie Pawan musiał uzupełnić, by srogi tato ukochanej (Kareena Kapoor w szczęśliwie mocno okrojonej roli), zgodził się na ślub. Zadanie znalezienia godziwej pracy i kupienia domu utrudni jednak Pawanowi splot okoliczności. Natknie się na uroczą dziewczynkę (niezmanierowana, ujmująca Harshaali Malhotra), która zgubiła się rodzicom, i trzeba jej będzie pomóc wrócić do domu. Z czym wiążą się jednak dwa problemy. Dziecko jest nieme, więc nie może wyjaśnić, skąd pochodzi. Dwa – pochodzi z Pakistanu.

bb2Pierwsza cześć filmu to prezentacja historii małych i dużych bohaterów, i komediowe zawiązanie akcji, gdy Pawan, stopniowo uświadamia sobie, że podopieczna to muzułmanka z tamtej strony granicy, a zatem je mięso, modli się w meczecie i co najgorsze, w krykiecie kibicuje nie tej stronie, co trzeba (miłośników krykieta dodatkowo na pewno rozbawi, po kim – zważywszy na swój charakterek – dziewczynka ma imię).
Druga zaś to już szalona opowieść drogi, gdy nasz dobry człek, bez paszportu czy wizy (nie pytajcie jak), oraz nie znając dokładnego celu, eskortuje małą do rodziny, spotykając przy okazji zarówno pomocnych czy uczynnych, jak i niezbyt przyjaznych ludzi (których trzeba obowiązkowo sprać po pyskach). Od kiedy do paczki dołącza prowincjonalny reporter Chand Nawab (Nawazuddin Siddiqui w typowym dla siebie brawurowym drugoplanowym popisie), zabawa robi się naprawdę przednia. Do tego dochodzą jeszcze Om Puri w wyrazistym epizodzie oraz świetne qawwali (acz, niestety, wygląda na to, że twórcy wykorzystali je, nie uzyskawszy zgody właściciela praw autorskich, znanych nawet u nas w kraju braci Sabri – tak gwoli prawości).

b3Bajrangi Bhaijaan niesie tyleż krzepiące, co i naiwne przesłanie, że w obliczu potrzeby jesteśmy ludźmi zdolnymi do empatii i bezinteresownego wsparcia. Że współczucie, solidarność, dobro, nie znają granic, podziałów społecznych czy religijnych. I że to zwykli ludzie, szarzy obywatele, czuciem i wiarą w szczerość intencji, mogą się wznieść ponad wielką politykę i konflikty. Dzięki tym ludziom niemożliwe staje się możliwe. Do tego oczywista kwestia hinduistyczno-muzułmańskiej przyjaźni.
Trudno tu nawet mówić o czarno-białym obrazie, bo nawet czerń – poza kilkoma zakapiorami – nie jest solidnie reprezentowana. Nie daj, Hanumanie, by kogokolwiek tu oskarżać czy narazić się którejkolwiek ze stron. Ale nie ma to znaczenia. Liczą się szczerość Pawanowego serca (choć świadomość zatargów z prawem odtwórcy roli głównej wywołuje cyniczny chichot), czar dziewczynki, i świadomość, że ta akurat bajka dobrze się skończy

Gdy ktoś woli jednak poszukać prawdy w opowieści o dziecku, które przypadkiem zabłąkało się na niewłaściwą stronę granicy, zostaje mu seans Ramchand Pakistani.

4 uwagi do wpisu “Bajrangi Bhaijaan (2015) – Ku pokrzepieniu

  1. Z niejakim zakłopotaniem przyznaję, że mi też się podobało. I nawet, o dziwo, dla Nawazuddina znalazła się jakaś przyzwoita rola (jaka miła odmiana po tragicznym występie w „Kick”). Choć tak całkiem różowo nie było, parę scen wystawiło na ciężką próbę moją wytrzymałość (tak, o przekraczanie granicy indyjsko-pakistańskiej chodzi przede wszystkim). I mam wrażenie, że nie mieli jakiegoś porządnego pomysłu na zakończenie – im bliżej finału, tym bardziej wszystko rozłaziło się w szwach.
    Ale i tak, jeśli chodzi o film z gatunku „Pakistańczycy też ludzie, choć my i tak jesteśmy od nich lepsi”, salmanowy blockbuster stoi o wiele wyżej niż arcydzieło sprzed dekady o bohaterskim pilocie, co spędził w więzieniu dwadzieścia lat, nie mówiąc przy tym ani słowa. No i w ogóle chyba wśród tych nieuleczalnych młodzieniaszków Salman wydaje się, mówiąc delikatnie, najmniej irytujący, zwłaszcza w porównaniu (gwoli wyjaśnienia, oglądałem ostatnio „Ćennaj Jekspres” i ta trauma będzie się za mną ciągnąć jeszcze długo). Jeśli przymknąć oko na jego ostentacyjny samozachwyt oraz, hmm, pewne rozbieżności między ekranowym wizerunkiem a rzeczywistością, Salman umie dostarczyć szczerej, bezpretensjonalnej rozrywki. I nawet wielkiej żenady przy tym nie budzi.

    PS: Twórcom filmu „Bajrangi Bhaijaan” chciałbym bardzo serdecznie podziękować za NIEumieszczenie w nim piosenki „Aaj Ki Party” (jeżeli tego dźwiękowego potworka piosenką w ogóle da się nazwać). Tak przynajmniej było w wersji wyświetlanej w warszawskiej Lunie.

  2. Dla mnie ciężką próbą było przetrwanie piosenki familijnej, czyli „Chicken Kuk Doo Koo”. Z gatunku narodowego pojednania ponad granicami powinieneś sobie jeszcze obejrzeć bardzo zacny „Filmistaan”. O ile pamiętam, w finale tyż tam dali epickie przekraczanie granicy:D.

    A „Jekspres” ostatnio jeden złośliwy gad mi podarował:P

  3. Zapomniałem dodać, że film idealnie nadaje się na pijacką grę pod tytułem „Za każdym razem, kiedy dziewczynka oddala się samowolnie i/lub robi coś głupiego, narażając się na niebezpieczeństwo, pociągamy setę”. Dawno tak autodestruktywnego dziecka nie widziałem, w TV Tropach powinni wpisać ją do kategorii „Too Dumb To Live”.

  4. „oglądałem ostatnio „Ćennaj Jekspres” i ta trauma będzie się za mną ciągnąć jeszcze długo”
    jak to mówi mój brat za każdym razem, jak narzekam na zapieprz na studiach: zachciało ci się (znów) studiów to masz :P
    „piosenki familijnej, czyli „Chicken Kuk Doo Koo”” – aaa… ten ponoć pierwszy chicken dance w bolly^^ Jak o tym przeczytałam od razu mi się przypomniał Chiru i stwierdziłam, że znów bolly zapóźnione za południem :P
    A BB może se kiedyś i obejrzę. Rozrywka rozrywką ale kusi mnie szukanie tych potencjalnych śladów inspiracji pewną stara fabułą z południa ;)

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s