Paruthiveeran (2007) – W świecie instynktów

ParuthiParuthiveeran w reżyserii Ameera Sultana zrealizowano z nerwową intensywnością, choć z pozoru nie dzieje się wiele. Ot, podglądamy prowincjonalne życie. Ale próżno tu szukać melancholijnego spojrzenia na wieś czy sielskiej atmosfery. Nie ma ciepła międzyludzkich relacji i olśniewających krajobrazów. Są za to ponury naturalizm, przygnębiające pustkowia, rachityczne poletka. Codzienności zamieszkanej głównie przez społeczność thewarów wioski, w której przemoc to chleb powszedni. Tradycja, honor rodziny, kasta, wyrównywanie rachunków – te kwestie mają znaczenie. A brutalność i gwałtowność zauważalne są nawet w sposobie, w jaki ludzie mówią. Groźny i nieprzyjazny nie jest tu wyłącznie męski świat. Mężczyznom nie ustępują kobiety. Wygadane, twarde, nieprzebierające w słowach, zaczepne, szorstkie w obyciu.

Już otwierające sekwencje mówią nam wyraźnie, z jaką rzeczywistością będziemy mieć do czynienia. W filmowanej kamerą z ręki długiej sekwencji wioskowego święta wkradają się zgrzyty, brutalność policji, wybuchowy temperament uczestników, w końcu akt bezsensownej przemocy, którego sprawcą jest Paruthiveeran (debiutancka rola Karthiego Sivakumara). Paruthiveeran i jego wuj często pakują się w kłopoty i są częstymi rezydentami miejscowego więzienia. Nie mają większych aspiracji. Żyją z dnia na dzień. Alkohol, hazard, tanie prostytutki – to w ich rzeczywistości nic nadzwyczajnego. Jednak Paruthiveerana, wbrew wszelkiemu rozsądkowi oraz twardym miejscowym prawom, upodobała sobie Muthalagu (rewelacyjna Priyamani). Uczucie dziewczyny to właściwie obsesja. A także rodzaj zobowiązania wobec losu – bo w dzieciństwie poprzysięgła, że będzie trwać u boku tego właśnie mężczyzny i zostanie jego żoną, ponieważ zawdzięcza mu życie.
Muthalagu to córka bardzo poważanego w lokalnej społeczności człowieka o reputacji kastowego fanatyka (kwestie kastowe poróżniły go w przeszłości z własnym bratem). Jasne jest, że jej rodzina nie pozwoli na taki związek oraz zaraz zacznie szukać odpowiedniego kandydata, by małżeństwem wybić jej głupie pomysłu z głowy.
Muthalagu nie jest jednak bezwolną omdlewającą mimozą, która ugnie się przed szantażami czy groźbami bliskich. Nie będzie też biernie czekać na rozwój wypadków czy liczyć, że to wybranek coś wymyśli. Początkowo zresztą i jego opory będzie musiała przełamać, bo Paruthiveeran do jej awansów odnosi się z irytacją i woli dziewczynę trzymać na dystans.
Trudno tu mówić o pokazaniu realizacji romantycznego mitu zakazanej miłości. Uczucia bohaterów wydają się w jakimś stopniu pierwotne, gwałtowne. Sposób, w jaki o nich mówią, w jaki je wyrażają, kojarzy się z intensywnością pokazywanych na ekranie aktów przemocy.
Miłość nie jest tu ucieczką od szaleństwa otaczającego świata, jest jego elementem. I czy może cokolwiek znaczyć w rzeczywistości, w której należy przede wszystkim przetrwać?
Reżyser nie mami widza. Jasne jest, że czyny bohaterów nie pozostaną bez konsekwencji. A puszczona w ruch machina wydarzeń musi zatoczyć koło.

Zwraca uwagę świetny realizacyjny warsztat: oszczędne w tonacji zdjęcia, dynamiczny montaż, precyzyjna konstrukcja, idealnie dopełniająca obraz muzyka (Yuvan Shankar Raja, syn Ilaiyaraajy), wykorzystanie i dobór plenerów, autentyzm drugiego planu. Co jakiś czas w narracji cofamy się w przeszłość – a sceny retrospekcji sfotografowane są w czerni i bieli. Nakreślają tło, budują dramaturgię, wyjaśniając, co leży u podstawy konfliktu, co napędza bohaterów. Ale nie ma tu łopatologicznych dopowiedzeń. Widz sam ma złożyć tę historię i zrozumieć, co z czego wynika.
Film był w Tamil Nadu w 2007 roku jednym z czołowych komercyjnych sukcesów. Ale nie tylko widzowie go wybrali, kupując bilety. Zdobył dwie National Awards, kilka południowych Filmfare’ów, Tamilskie Nagrody Stanowe oraz zaprezentowano go na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie, gdzie uzyskał specjalne wyróżnienie promującej kino azjatyckie organizacji NETPAC.

Jedna uwaga do wpisu “Paruthiveeran (2007) – W świecie instynktów

  1. To Twoje pierwsze spotkanie z madurajskimi klimatami? Bo tak w tym kinie jest – z czym wiele osób u nas ma problem. Nie mówię – ja czasem też ;) Choć po namyśle chyba ta prowincja aż tak nie odległa od tradycyjnej polskiej [nie mówię tu o tej z obecnych agroturystycznych wypadów, która owszem, jest taka, żeby mieszczuchowi było miło:P]

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s