Eeb Allay Ooo! (2019) – Porządek dziobania

Nie próbujcie nawet szukać w słownikach Eeb Allay Ooo! ani nie łamcie sobie głowy, w którym to z indyjskich języków. Bo w żadnym. W pierwszych scenach widzimy ludzi, którzy, z różnym powodzeniem, usiłują wyartykułować dźwięk, którego użyta w tytule fraza jest zapisem. Ten dziwaczny ni to okrzyk, ni pisk naśladuje… odgłosy wydawane przez langury. Przyswojenie go jest nieodzowne w przypadku podjęcia pewnej pracy – odstraszyciela małp w reprezentatywnej dzielnicy Delhi mieszczącej ważne rządowe budynki. Debiutujący w fabule dokumentalista Prateek Vats bynajmniej nie wymyślił tego na potrzeby swojego filmu. Kilkudziesięciu mężczyzn, na zlecenie państwa, trudni się tym na co dzień.

Ktokolwiek odwiedził Indie, na pewno miał do czynienia z makakami królewskimi. Te pospolite małpy doskonale zaadaptowały się do środowiska miasta i wobec ludzi czują mało respektu. Kojarzą nas z jedzeniem – które łatwo można gwizdnąć z naszych rąk albo znaleźć w domach, na śmietnikach czy ulicznych straganach. Potrafią być agresywne i nieźle narozrabiać, szczególnie w stadzie. Spora populacja makaków stała się prawdziwą plagą w pobliżu rządowych budynków, zupełnie nie licząc się z dostojnością i wagą miejsca. A poradzić sobie z tymi szkodnikami nie jest prosto. Zwłaszcza że z racji asocjacji z bogiem Hanumanem w grę wchodzą jedynie metody nieszkodliwe, jak imitowanie odgłosów langurów, gatunku, który jest w naturze wrogiem rezusów.

Dla Vatsa absurdalność tej ludzko-małpiej interakcji stała się punktem wyjścia do celnej obserwacji społecznej podszytej satyrą. Trzeba jednak zaznaczyć, że swoich bohaterów i ich zajęcie traktuje z pełnym szacunkiem, zresztą jako Mahindra obsadzono Mahindera Natha, prawdziwego „odstraszyciela”. To nie przeganiający małpy sprzed rządowych budynków są przedmiotem kpiny, a rzeczywistość, w jakiej funkcjonują, oraz społeczne podziały. Nie dajcie się zwieść komediowej fasadzie, bo to mocno gorzki obraz rzeczywistości, w której nacjonalizm, bigoteria, polityka i klasy zderzają się w zawiłej sieci relacji. A dokumentalistyczne doświadczenie reżysera i reszty ekipy (montażysty i operatora) daje o sobie znać – w wielu miejscach film przybiera obserwatorski ton, wydaje się wycinkiem życia podejrzanym gdzieś w sąsiedztwie czy na ulicy. Niemniej nie jest to jeden z filmów po prostu obnoszących zwierciadło po gościńcu – Vats nie ucieka od metafor, a zakończenie zostawia otwarte do interpretacji.

Bohater, Anjani (Shardul Bharadwaj) – to jeden z wielu młodych ludzi ściągających do stolicy z prowincji w poszukiwaniu pracy, a tym samym szansy na lepsze życie. I na jego przykładzie widać, jak wielką iluzją jest ów miejski dobrobyt. Delhi – wielkie, bezosobowe, przeludnione – niewiele ma empatii dla szaraczków takich jak on, pozbawionych lepszego wykształcenia, możliwości i kwalifikacji. A i tak może sądzić, że los się do niego uśmiechnął. Mieszkać może kątem u ciężarnej siostry (Nutan Sinha) i jej męża (Shashi Bhushan) – nic to, że mieszkanie przypomina byle barak). Dzięki wstawiennictwu szwagra dostał rządową posadę –nic to, że tylko kontraktową. I on sam, i jego siostra, chełpią się tę państwową pracą (w Indiach „goverment job” – czy to urzędnika, czy na kolei – rzeczywiście jest powodem do społecznego prestiżu). Problem w tym, że Anjani tak naprawdę czuje się nią poniżony oraz skrępowany. Imitowanie langurzych wrzasków mu nie wychodzi, a do tego zwyczajnie boi się makaków. Kiedy żali się siostrze i myśli o zmianie zajęcia, ta bez skrupułów powściąga jego entuzjazm. Pyta retorycznie – „a potrafisz obsługiwać komputer”, „znasz angielski”, „umiesz gotować”? Nie – to znaj swoje miejsce. Anjani spróbuje jakoś się odnaleźć w nielubianej pracy – przy czym nieoczekiwanie wykaże się kreatywnością. Jednak wychylanie się przed szereg i łamanie wypracowanych przez kogoś wyżej w hierarchii zasad to nie to, czego się od niego oczekuje.

Hierarchia jest zresztą u Vatsa szalenie istotna, rozumiana na wielu poziomach. To nie tylko podział społeczeństwa na klasy o większym o mniejszym znaczeniu. To również hierarchia w pracy. Ale i po prostu międzyludzkie relacje. Obowiązuje określony porządek dziobania. I każdy tutaj próbuje znaleźć kogoś słabszego, kogo może poniżyć. Anjanim i jego kolegami z pracy pomiatają zwierzchnicy i bogaci ważniacy. Ale nawet jego siostra obsztorcowuje bezlitośnie męża. Tylko Anjani i pozostali odstraszyciele nie mają żadnej ofiary – jakby byli na społecznej drabince tak nisko, że poniżej niewiele już można znaleźć.

Reżyser zestawia nam bardzo dobitnie współistniejące dwa światy – bogatych wybrańców i tych bez znaczenia. Odzwierciedlone są w różnicach w języku – zdialektyzowanym hindi bohaterów kontra wysokim, zsanskrytyzowanym hindi komunikatów w metrze czy angielszczyzną gburowatego pracownika rządowej dzielnicy. Obrazują te światy i migawki z miasta: starannie zaprojektowane, zachwycające symetrią i geometrycznym porządkiem Lutyensowskie zabudowania kontra chaos ciasnych kolonii stalowych baraków oraz klaustrofobiczne uliczki starego Delhi. Świetnie filmuje je operator Saumyananda Sahi, który inne twarze Delhi przybliżał już w intrygującej hybrydzie fabuły i dokumentu Taking the Horse to Eat Jalebis.

Widać też, że Vatsowi mocno na sercu leżą mu bolączki indyjskiej polityki – wzrost ultraprawicowych nacjonalistycznych nastrojów i związane z tym niepokoje społeczne prowadzące do linczów i rozruchów. Te jednak kwestie rozgrywa niejako między wierszami. Trudno się zresztą dziwić – bo silną krytyką za bardzo się można narazić.

Jest w filmie trochę debiutanckiej chropawości – choćby wątek siostry i szwagra wydaje się prowadzić donikąd. Ale można wybaczyć drobne potknięcia. Loachowska wrażliwość społeczna i umiejętność traktowania bohaterów z godnością, jak też zniuansowane posługiwanie się językiem satyry, stawiają Vatsa pośród bardzo interesujących indyjskich twórców krytycznie podchodzących do rzeczywistości społecznej oraz stawiających niewygodne pytania. Tym najważniejszym, które przebija z Eeb Allay Ooo! wydaje się – jaka to rzeczywistość, w której z przyczyn religijnych z troską pochylamy się nad makakami, a ignorujmy tych nieuprzywilejowanych.

 

PS Eeb… bardzo dobrze przyjęto na kilku festiwalach, na których zdążono go pokazać (z Mumbaju wyjechał z trzema nagrodami). Pandemia przerwała teraz jego podróż po świecie – mogliśmy go jednak obejrzeć w ramach między festiwalowego projektu We Are One, a teraz pojawia się w programach różnych imprez odbywających się online – i zdecydowanie warto go wypatrywać.

 

 

 

 

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.