Shubh Mangal Saavdhan (2017) – Potencjał dobrze wykorzystany

W Shubh Mangal Saavdhan tamilski reżyser R.S. Prasanna wraca do historii, którą opowiedział już w rodzimym stanie. Kalyana Samayal Saadham, jego debiutancki film z 2013 r., spodobał się i widzom, i krytykom. Propozycja nakręcenia wersji hindi pojawiła się dość szybko, ale na jej realizację trzeba było trochę poczekać. Przed reżyserem nie stało wielkie wyzwanie. Kalyan… chwalono m.in. za osadzenie w miejskim środowisku i nowoczesnych bohaterów. Akcja rozgrywała się w Ćennaju (i okolicach), ale ta historia bez większych modyfikacji równie dobrze mogła się wydarzyć w innym indyjskim stanie. Prasanna jednak nie chciał się nudzić i scena po scenie powtórzyć tego samego materiału, tylko w innym języku.
Punkt wyjścia jest ten sam, te same pozostają fabularne węzły, ale historię opowiedziano inaczej, w nieco innym środowisku, i nawet gdy powtarzają się sekwencje – jak np. rozmowa pary bohaterów w kawiarni – to dialogi są zupełnie nowe. Wersji hindi Prasanna nadał też bardziej umowny i komiczny wydźwięk. Ale też umiejętnie wyważa proporcje, nie wpadając w pułapkę nadmiernej szarży. Ponownie też choć temat traktuje lekko, robi to z wyczuciem i taktem. A nie jest to temat prosty – osią fabuły są bowiem kłopoty bohatera z erekcją. Prasanna tej „dorosłej” komedii, sięgając do niedopowiedzeń i eufemizmów, nadaje jednak formułę, która nie powinna odstraszyć familijnej publiczności.

Muditowi (Ayushmann Khurrana) wpada w oko Sugandha (Bhumi Pednekar). Chciałby ją zagadać, ale trudno mu się do tego zabrać. Po dość spektakularnie nieudanej próbie nawiązania kontaktu, która kończy się dla niego zostaniem chwilową youtubową atrakcją, decyduje się na inną strategię. Ponieważ rodzina naciska, że czas najwyższy, by się ustatkował, za pośrednictwem odpowiedniego serwisu wysyła Sugandzie propozycję małżeństwa. Dziewczyna, początkowo poirytowana, że Mundit nie miał odwagi z nią porozmawiać, w końcu jednak na nią przystaje.
Młodzi poznają lepiej – siebie nawzajem i oczywiście własne rodziny – dobrze się dogadują, zakochują się w sobie (Mundit tłumaczy komuś, że to aranżowane małżeństwo z miłości). I wszystko toczy się gładko do momentu, kiedy któregoś wieczora mają do dyspozycji puste mieszkanie i stwierdzają, że do ślubu został już tylko miesiąc, więc konserwatywne zasady można już odpuścić. Jednak do niczego, co mogłoby oburzyć tradycjonalistów, nie dochodzi, bo Mundit ma, jak to określa, „męski problem”. Para podejmuje próby rozwiązania go, w które w sposób nieunikniony wplątują się rodziny i przyjaciele. I co ze ślubem w takiej sytuacji?

W tamilskiej wersji mieliśmy do czynienia z wyższą klasą średnią, miejskim imprezowym życiem, dużą rolą mediów społecznościowych służących do drobiazgowego relacjonowania codzienności. W remake’u Prasanna pozostaje w metropolii, tym razem jest to Delhi (później zaś tamilską prowincję zastępuje Hardiwar), ale podgląda niższą klasę średnią, a więc ludzi o innym statusie życia, bardziej trzymających się tradycyjnych modeli. Nie funduje przy tym przeglądu sztandarowych zabytków stolicy. Ot, pokazuje zwykłe miejsca, gdzie mieszkają zwykli ludzie.
Mundit to nieśmiały i nieco gapowaty handlowiec, a nie dość pewnym siebie inżynier. Więcej pola niż w pierwowzorze oddano tu dziewczynie. Sugandha jest wygadana, głośna, mówi, co myśli, nie czeka w pokorze i milczeniu, nieśmiało spuszczając wzrok, co jej los przyniesie. Walczy o swoje. Aktorski duet powtarza więc model, który sprawdził się w Dum Laga Ke Haisha. Tworzą sympatycznych i prawdziwych bohaterów, w których wzajemne przywiązanie łatwo uwierzyć.

Prasanna w remake’u więcej miejsca poświęca też na pokazanie rodzin bohaterów – konfrontacje ojca Sugadhy i jego brata rozbrajają. Nie brak zabawnych scen pokazujących nowoczesność spotykającą się z tradycją – i tak do pierwszego spotkania obu familii dochodzi… za pośrednictwem Skype’a. A mocno popularny w Indiach WhatsApp odegra w fabule znaczącą rolę. Dużo uciechy dostarczają też dialogi – długo nie zapomnicie kontekstu, w jakim wykorzystano jaskinię Alibaby. A i miłośnicy kinowych cytatów znajdą coś dla siebie.
Reżyser pod maską śmiechu i łagodnej kpiny pokazuje jednak bolączki młodego pokolenia i utrapienia, jakie pociąga za sobą rozszerzona rodzina – dużą dozę kontroli, ingerowanie we wszelkie decyzje, nieustającą obecność, litanię niejednokrotnie sprzecznych nakazów i zakazów. Sygnalizuje też rozdarcie między strefą komfortu danej osoby, a tym czego oczekuje od niej rodzina czy też „nowoczesne” społeczeństwo. W scenie, gdy Sandhana, po uprzednim researchu wideo, próbuje kusić narzeczonego, jest coś boleśnie smutnego w wyrazie twarzy dziewczyny mimo komicznego anturażu.

Sprawa „męskiego problemu” potraktowana jest dość pobieżnie, ale też w komediowej rodzinnej konwencji mało miejsca na merytorykę. Ważne jest więc samo zasygnalizowanie widzom, że ludziom w sypialni niekoniecznie się wszystko samo i od razu ułoży. A w scenach zalotów czy pierwszych pocałunków głównej pary są niezgrabność, onieśmielenie, ciekawość.
Reżyser zwraca uwagę na presję, jaka w patriarchalnym społeczeństwie dotyczy mężczyzny, który winien się sprawić i sprawdzić (i jak trudno temu społeczeństwu przyjąć, że po męskiej stronie może leżeć jakiś problem).

Realizacyjnie można mieć trochę zastrzeżeń: montaż początkowych i końcowych sekwencji jest nazbyt rwany i chaotyczny. Cameo Jimmy’ego Shergilla nie służy właściwie niczemu (chyba poza przetestowaniem, czy cenzorska ekipa przepuści słowo „kondom”). Slapstickowa scena z niedźwiedziem otwierająca film jest jak wycięta z innego filmu – nawet jęknęłam w duchu, spodziewając się, że żarty w tym stylu czekają mnie do końca.
Cała reszta – z widowiskową finałową sekwencją wedle sprawdzonych recept komedii romantycznych – jednak dostarcza bezpretensjonalnej rozrywki. A o sprawach rodzin wtrącających się w życie młodych, jak też organizacji wielkiego epickiego wesela, zdaje się wiemy niemało, bo na moim seansie polska publiczność zaśmiewała się w tych samych momentach co indyjska.

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s