Iraivi (2016) – Męski świat

iraivi-postKarthik Subbaraj nieoczekiwanie narobił trochę zamieszania. Młody (rocznik 83) inżynier, który studiował mechatronikę na Uniwersytecie w Maduraju, nie terminował jako asystent żadnej z reżyserskich sław. Pracował w firmie zajmującej się oprogramowaniem, a w weekendy kręcił krótkometrażówki. I dzięki jednej z nich zakwalifikował się do tamilskiego telewizyjnego show Nalaya Iyakunar (Reżyser Jutra), które daje szansę pokazania się aspirującym młodym twórcom. Karthik swoją edycję wygrał. Przede wszystkim zaś nauczył się profesjonalnej pracy na planie – współdziałania z całą ekipą i planowania budżetu. I dzięki programowi zawarł istotne branżowe znajomości, w tym z producentem gotowym wyłożyć pieniądze na jego pełnometrażowy debiut. Tak do kin trafiła oparta na przewrotnym pomyśle, sprawnie zrealizowana Pizza, która okazała się komercyjnym sukcesem (powstały remaki hindi i kannada). A po niej Jigarthanda – osadzona w gangsterskim kryminalnym półświatku, w bardzo udany sposób żonglująca konwencjami. Subbaraj był dodatkowo autorem obydwu scenariuszy.
Iraivi to trzeci pełnometrażowy film reżysera, który zdążył sobie wyrobić opinię najbardziej obiecującego młodego talentu. Czy utwierdził nim swoją pozycję? Niestety, w moim odczuciu zawiódł. O ile wcześniej wykazywał się dobrym wyczuciem wykorzystanych środków i konwencji, w Iraivi znać chropawość, której bardziej można by się spodziewać po debiucie. Film sprawia wrażenie przygotowanego w pośpiechu, nie do końca przemyślanego.
Następuje też zwrot ku zupełnie innej tonacji. O ile Pizza i Jigarthanda były przykładami inteligentnej i dobrze skrojonej rozrywki, w Iraivi reżyser próbuje swoich sił w kinie problemowym. Tak jakby znużył się zabawą i postanowił powiedzieć coś społecznie istotnego. W Iraivi zabiera głos w kwestii miejsca kobiet w męskim świecie.

Zaczyna się nieźle. Zostajemy wprowadzeni w życie bohaterów. Stopniowo odkrywamy relacje i powiązania. Arul (S. J. Surya) to niegdyś ceniony reżyser, który wskutek konfliktu z producentem popadł w niełaskę. Gotowy film tkwi więc na półce bez widoków na dystrybucję, a Arul zapija żale z młodszym bratem Jaganem (Bobby Simha) i przyjacielem Michaelem (Vijay Sethupathi). Ciągłymi alkoholowymi wyskokami krzywdzi rodzinę, żonę Yazhini (Kamalinee Mukherjee) i córeczkę. Yazhini co jakiś czas straszy go rozwodem, ale nie potrafi podjąć decyzji, by odejść.
Michael ma romans z młodą wdową Malar (Pooja Devariya). On traktuje tę relację bardzo poważnie, ale Malar nieustannie podkreśla, że łączy ich jedynie przyjaźń z dodatkowymi korzyściami, poza tym raz już była mężatką i nie jest zainteresowana kolejnym sformalizowanym związkiem. Wyzbywszy się złudzeń, że Malar zmieni zdanie, Michael ulega naciskom rodziny i poślubia wybraną przez nich dziewczynę Ponni (Anjali). Ona wydaje się uszczęśliwiona małżeństwem i pełna nadziei co do ich wspólnej przyszłości. Ale Michael brutalnie oświadcza jej (po skonsumowaniu małżeństwa), że został do ślubu zmuszony i by nie oczekiwała za wiele. W końcu jednak między nim a młodą żoną zaczyna powstawać jakaś więź… ale wszystko utrudnia jego toksyczna relacja z Arulem i Jaganem, którzy stale wciągają go w swoje, nie zawsze do końca czyste, sprawy.

Mężczyźni są tu potwornymi egoistami, którzy potrafią głównie brać. Kierują się impulsami, a dziwacznie rozumianym poczuciem lojalności i honoru dają sobie przyzwolenie na krzywdzenie bliskich. Nie panują nad agresją. Reagują niemal zwierzęco. Wydają się rozumieć możliwe konsekwencje swoich działań, to jaki wpływ będą miały ich postępki, ale mimo to nie potrafią powściągnąć emocji. Kobiety zaś trwają przy nich, cierpiąc i nie potrafiąc się wyrwać spod ich dominacji, rozdarte między nakazami społecznymi a prostym pragnieniem dobrego życia. To nieszczęście kobiet zdaje się dostrzegać jedynie Jagat, enigmatyczna postać o niejasnych motywacjach. Ale i on nie okaże się lepszy.

Gdyby te opowieści miały szansę w pełni wybrzmieć, gdyby trochę inaczej rozpisać postacie, powstałoby frapujące kino psychologiczno-obyczajowe, eksplorujące dodatkowo różne oblicza międzyludzkich związków i rodzinnych zależności.
Niestety, w pewnym momencie następuje kryminalno-sensacyjna przewrotka, jakby reżysera znużyła cała ta powaga i zatęsknił za gangsterskim kinem gatunkowym. O ile jeszcze wątek Michaela wchodzącego w poważny konflikt z prawem dramaturgicznie ma sens (choć przerysowana postać niegodziwego producenta filmowego niekoniecznie), to już cała zawiła intryga z handlem skradzionymi świątynnymi posągami to nadmiar atrakcji i wydaje się doklejona z zupełnie innego filmu. Zupełnie jakby reżyser nie potrafił się odnaleźć w prawdziwym życiu i nie umiał napisać swoim bohaterom konfliktów spoza popkulturowych rejestrów.

Razi również, że zabierając głos w sprawie kobiet, prezentuje wyłącznie bohaterki tak jednowymiarowe, niezwykle pasywne i pozbawione jakichkolwiek ambicji. Definiują je ich rodzinne role. Żona Arula, nawet zdecydowana zostawić męża, myśli o znalezieniu następcy. Nie dlatego, że tego chce czy potrzebuje… jak mówi – sama nie wie, czego chce. Taki jest społeczny nakaz. Ktoś musi stać się ojcem dla jej córki.
Jedynie Malar pokazuje tu jakiś indywidualny rys, ale i w jej portrecie znać fałszywe nuty. W pewnym momencie wydaje się wręcz karykaturalnie niezależna i wyzwolona. Poza tym zastanawia pewna zachowawczość. Wyzwolona kobieta, która swobodnie wybiera sobie partnerów seksualnych jest… młodą wdową. Dlaczego po prostu nie singielka? Zastanawia też scena, gdy Malar płacze, pożegnawszy Michaela i nakazując mu zając się żoną. Czyżby zdaniem reżysera ta postać tylko pozowała na niezależność i niezaangażowanie?

Najsłabszym punktem jest finał. Nieuchronnie dochodzi do kumulacji konfliktów pomiędzy postaciami. Jest napięcie, jest dramat… po czym dwójka męskich bohaterów wygłasza łzawe monologi na wypadek, gdyby ktoś się nie domyślił, co autor miał na myśli. Zatem wysłuchujemy litanii, jacy to oni, mężczyźni są źli i egoistyczni, i ile się kobiety muszą przez nich wycierpieć. Przy czym rozpaczliwe wyznanie przewin przez jednego z nich nagle nakazuje go widzieć jako osobę godną współczucia i sympatii… podczas gdy ta postać na żadne rozgrzeszenie nie zasłużyła. Życiowych nieszczęść nie sprowadziły na nią żadne niejasne siły i igraszki losu, a własna buta, brak empatii i arogancja.

Iraivi nie jest obrazem zupełnie nieudanym. Znać tutaj rękę kogoś, kto czuje kino, potrafi poprowadzić aktorów. Ale w tym filmie wydaje się szukać własnego stylu i uporczywie zmieniać zdanie. Oby odnalazł go przy następnej okazji i pokazał, że nie obwołano go nowym ekscytującym talentem zdecydowanie przedwcześnie.

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s