Ottaal (2014, Pułapka) – Czechow z Kerali

kzr2epymMogłoby się wydawać, że współczesna keralska prowincja i dziewiętnastowieczna Rosja to światy odległe i zupełnie do siebie nieprzystające. Ale Jayraj, gdy poszukuje w literaturze natchnienia, nie narzuca sobie skojarzeniowych barier. W wywiadzie dla indyjskich mediów mówił: Zazwyczaj określamy jakiś utwór literacki mianem klasyka, jeśli przechodzi próbę czasu. Mógł być napisany choćby dekady czy wieki temu, ale nadal znajdujemy w nim ważne punkty odniesienia, potrafimy zaadaptować go do dowolnego społecznego czy kulturowego kontekstu.
Reżyser dowiódł już swojego wyjątkowego zmysłu adaptacyjnego przy okazji choćby Kaliyattam  – w którym historię szekspirowskiego Otella przeniósł do środowiska artystów rytuału tejjam. Dokonał czegoś więcej niż tylko przełożenia dramatu na język filmu. Nadał mu zupełnie nową jakość i uczynił autonomiczną opowieścią osadzoną w odmiennych niż oryginał kulturowo realiach.
Podobną strategię obrał, ekranizując opowiadanie Czechowa Wańka. Pierwowzór – niedługi i lapidarny – posłużył mu jako punkt wyjścia oraz fabularna rama (zachował świetny zamysł konstrukcyjny tekstu). I choć historia pokazana przez Jayraja w Ottaal rozgrywa się współcześnie w keralskim Kuttanadzie, to zachowuje ducha utworu Czechowa: uwypukla kwestię utraty dzieciństwa oraz niewolniczej pracy dzieci.

Choć podjęty temat sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z kinem spod znaku mrocznego realizmu, reżyser obrał inną strategię. Jego film nie bez przyczyny prezentowany jest młodszej widowni – na tegorocznym Berlinale nagrodzono go Kryształowym Niedźwiedziem w dziecięcej sekcji Generation Kplus, możemy go również oglądać (pt. Pułapka) w konkursie warszawskiego festiwalu filmów dla dzieci i młodzieży Kino w Trampkach. Jayraj nie epatuje bowiem obrazami wyzysku i biedy, nie zagłębia się w mroczne rewiry rzeczywistości. O przemocy się mówi, ale nie jest pokazana. Ottaal bliżej duchem do Kakka Muttai niż jakiegoś zaangażowanego społecznie i dokumentalnego w stylu projektu.
Jayraj, by uzmysłowić problem, prezentuje przede wszystkim to, co jego małemu bohaterowi zostanie odebrane. Długo eksponuje piękno natury, senną prostotę zwykłego życia, wagę szczerych międzyludzkich relacji, by tylko w kilku sekwencjach skonfrontować widza z trudnymi emocjami i smutną prawdą o tym, co nadal się dzieje we współczesnym świecie. Co nie umniejsza wcale siły oddziaływania, a paradoksalnie czyni tę opowieść jeszcze bardziej poruszającą. Bo przecież nie taki epilog powinien być dopisany do tej historii. Nie zasłużyli na niego bohaterowie, którzy są rozbrajający w swojej zwyczajności, serdecznym stosunku do świata i wzajemnym oddaniu. Nie pasuje do piękna ukazanego otoczenia.

Ottal ma formę retrospekcji, przenoszącej widza na keralskie rozlewiska, tak zjawiskowo malownicze, z połaciami wody pokrytymi liliami i kwiatami lotosu, stadami migrujących ptaków, że wydają się przynależeć do nierzeczywistego baśniowego świata. Nad soczyście zielonymi polami ryżowymi niosą się tęskne pieśni nawadniających je tradycyjnymi kołami wodnymi farmerów. Ośmioletniego Kuttapaya (Ashanth K Sha) po tragicznej śmierci rodziców wychowuje dziadek (Kumarakom Vasudevan), którego źródłem utrzymania jest stado kaczek. Nie mają wiele, ale chłopiec jest szczęśliwy. Kocha staruszka, opowieści, otaczającą przyrodę, poznawanie jej sekretów. Bawi się z bezdomnym psiskiem, przyjaźni z mieszkającym w okolicy rówieśnikiem Tinku, cieszy z gwiazd, które ogląda nad sobą. Brakuje mu tylko jednego – chciałby chodzić do szkoły. Na razie może tylko czasem podglądać lekcje zza okna.

Wnuczka i dziadka łączy silna więź. Pomimo trudnej sytuacji, rzeczywistość przyjmują z uśmiechem. A swoją pogodą ducha, radością z prostych spraw, zarażają innych.
W ujmującej scenie widzimy ich płynących łodzią po jeziorze. Na wodzie unoszą się wysepki roślinności, w zwarta plamę zbija się kacze stado. Widzimy to w szerokim planie, kamera zniekształca obraz tak, że horyzont jest zakrzywiony. Łódź z dziadkiem i Kuttapayiem, niczym na nastrojowej książkowej ilustracji, wydaje się płynąć po kuli ziemskiej z zarysowanymi konturami kontynentów. To świat Kuttapayia, magiczny czas dziecięcych zachwytów i zadziwień, świat niewinności i bezgranicznego zaufania.

Ale nawet budując ten sielsko-nostalgiczny obraz, Jayraj subtelnie, bez nachalnego dydaktyzmu czy moralizatorskiego tonu, pokazuje rozwarstwienie społeczne. Gdy patrzymy na obu chłopców, Tinku i Kuttapayia, zastanawiamy się, dlaczego nie mogą mieć równych szans. Irytuje protekcjonalny i nieempatyczny stosunek ojca Tinku do jego towarzysza zabaw. Gorzka jest też refleksja, jak łatwo umywać ręce i myśleć, że sprawy rozgrywające się blisko nas wcale nas nie dotyczą i nie nam wspierać innych w ich problemach. I że czasem ci, którzy mają niewiele, gotowi są dzielić się wszystkim. A zasobniejsi nie potrafią zaoferować nic.

Ottaal przy tym wszystkim zachwyca obrazem, muzyką (cudownie wplecione ludowe pieśni pracy) oraz naturalnym aktorstwem (zarówno Kuttapai, jak i jego dziadek nie są profesjonalistami). Berlińskie jury tak rozpływało się nad nim w uzasadnieniu werdyktu:

Ten wyjątkowy film poruszył nas do głębi swoimi wyjątkowymi obrazami natury, brzmiącą w tle muzyką oraz zachwycająco utalentowaną obsadą. Szczególny sposób portretowania szczegółów wręcz nas rozbroił. Uważamy, że to ważne, by kino sięgało po znaczące i smutne tematy – ten film je pokazuje, ale przy tym udało się w nim uchwycić humor i radość życia.

I to niech wystarczy za podsumowanie.

 

Ottal

Zapisz

Zapisz

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s