Poza granicą boiska – kino indyjskie o krykiecie

W poważnej rozprawie socjologicznej Krykietowa pasja w Indiach: przez pryzmat teorii tożsamości Nisha Nair pisze:

Krykiet dla większości Indusów zawsze był więcej niż jedynie grą. Ten sport wnika głęboko w tkankę rzeczywistości Indii, a jego społeczne konteksty wychodzą poza kwestie kulturowe, polityki czy religii. (…) Stał się nie tylko sposobem na spędzanie wolnego czasu czy formą rozrywki, lecz także (…) i ogromnym biznesem, jak również dotknął poczucia dumy narodowej i okazał jednym z fundamentów tożsamości narodowej.  

Indusi często się śmieją, że w ich kraju są dwie dominujące religie. Krykiet oraz kino. A jedno z drugim nierzadko wchodzi w mariaż. Dlatego, korzystając z okazji, że właśnie rozpoczynają się krykietowe Mistrzostwa Świata w formacie ODI, zapraszam do subiektywnego przeglądu sześciu – a więc tylu, ile jest piłek w overze – filmów dotyczących tej dyscypliny.

 

golccGolconda High School, film telugu w reżyserii Mohana Krishny Indragantiego, trafił do kin w styczniu 2011 roku, a więc tuż przed poprzednimi Mistrzostwami Świata ODI. Twórcy idealnie się wstrzelili ze swoją propozycją w nastroje oczekiwania na wielkie krykietowe święto, które Indie wygrały tylko raz, w 1983 r., a poprzedni występ pucharowy zaliczyły taki, że lepiej było o nim nie pamiętać. Bo tym dość czystym gatunkowo obrazem przekazywali proste i krzepiące przesłanie: każdy cel jest do osiągnięcia, tylko należy solidnie na to pracować i mieć wiarę w sukces.
Historia – jak nam sugeruje tytuł – rozgrywa się w szkolnych murach. Członek zarządu placówki uznaje, że boisko to zbędna fanaberia i lepiej to miejsce wykorzystać na pracownię informatyczną. Dyrektor Viswanath (Tanikella Bharani) wierzy jednak w sens sportowej rywalizacji. Ale musi przekonać fundatorów do swojej wizji, a więc – pokazać im rezultaty. Zostaje uzgodnione, że jeśli szkolna reprezentacja krykietowa wygra stanowy turniej, boisko przetrwa. Dyrektor sprowadza dawnego ucznia szkoły Sampatha (Sumanth), by niezdyscyplinowaną i krnąbrną grupkę chłopaków w trzy miesiące zmienić w mistrzowską drużynę. Dydaktyzm i patos dawkowane są tu odpowiednio do konwencji, jest bezpretensjonalnie i budująco. Szybko się okazuje, że chłopaki są w gruncie rzeczy poczciwe i mają ducha walki, tylko trzeba ich zmotywować, wesprzeć, pokazać, że się jest po ich stronie. Oczywiście będzie też niecna intryga, by sprawy nie potoczyły się zbyt gładko oraz wyjdą na jaw sekrety zawodniczej przeszłości Sumantha. I nic to, że od początku wiadomo, jaki będzie finał – historia toczy się wartko i chce się ją oglądać. A na miłośników krykieta czekają dobrze zmontowane migawki meczowe. Nie wspominając o odpowiednio emocjonującym ostatecznym pojedynku.

mumb

Chłopcy ze szkolnej drużyny ćwiczący na Oval Maidan w Mumbaju

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

chennRównie bezpretensjonalna jest propozycja z Tamil Nadu Chennai 600028, debiut Venkata Prabhu. To młodzieżowa, zmontowana dynamicznie jak teledysk i zilustrowana chwytliwą muzyką historia o paczce przyjaciół, kumplach żyjących krykietem. Ale nie oglądamy tu najszlachetniejszego ze sportów w wydaniu klubowym. Zobaczymy krykiet uliczny, gulli cricket, bez tradycyjnych białych strojów, trenerów, profesjonalnych twardych piłek, odpowiednich boisk. Jak Indie długie i szerokie, na skwerkach, w parkach, pod murami zabytków, torach kolejowych, bocznych uliczkach, plażach, dzieciaki, nastolatki czy nawet dorośli spędzają czas z ulubionym sportem. Kij, piłka, dwie osoby – i już można ćwiczyć. Chłopaki organizują się w drużyny, umawiają na mecze, rywalizacja pełną gębą. I taka właśnie rywalizacja – między dwoma ekipami z sąsiedztwa, ścierającymi się w urządzanym przez lokalną rozgłośnię radiową turnieju gulli krykietastanowi oś fabuły.
Nie ma tu dydaktycznej pogadanki o wadze nauki, przynudzania o wartościach rodzinnych, są za to wiarygodne małolaty z dzielni, co to grają, kłócą się, godzą, uganiają za dziewczynami i imprezują, ile wlezie.
A i trudno o odpowiedniejsze miejsce akcji, bo Ćennaj obok Mumbaju jest jednym z najbardziej zwariowanych na punkcie krykieta miast pośród tych, które odwiedziłam (w weekendy na kilkukilometrowej miejskiej plaży Marina drużyny rozstawiają się tak gęsto, że może się pomieszać, gdzie kończą się poszczególne pola i kto jest czyim zawodnikiem).
Aby dobrze się bawić w trakcie seansu, nie trzeba znać zasad. Rzecz zmontowana jest tak, by nikt się nudził. A to próbka z czołówki, jak taki gulli cricket wygląda. Tekst, obowiązkowo, zagrzewający do dopingu.
Film zdubbingowano w telugu i zrealizowano jego remake synhaleski… na Sri Lance.

kolkat

Krykiet uliczny w Kolkacie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

iqbal-2005-2b

Iqbal (2005), film hindi urodzonego w Hyderabadzie reżysera Nagesha Kukunoora, to ciepła, napawająca nadzieją opowieść o przezwyciężaniu przeciwności losu i determinacji w dążeniu do upragnionego celu. Choć idealistyczna, to pozbawiona natrętnego dydaktyzmu i ujmująca za sprawą odwagi oraz radości życia bohaterów.
Tytułowy bohater, Iqbal (świetny Shreyas Talpade), to głuchoniemy kilkunastolatek, mieszkający na zapadłej prowincji, w ubogiej rolniczej rodzinie. Wydaje się przegrany już na starcie. Ze stygmatem niepełnosprawności, bez większych możliwości rozwoju, bo w okolicy nie działa nawet szkoła, w której dzieciak taki jak on mógłby się uczyć… Ma jednak pasję, która sprawia, że jego aspiracje sięgają wyżej. Pasją jest krykiet. Iqbal uparcie ćwiczy, choć musi pomagać w polu ojcu, co sport uważa za fanaberię, choć nie ma profesjonalnego sprzętu, dostępu do treningów ani nawet kolegów, z którymi mógłby grać. Wielkim wsparciem są za to dla chłopaka matka i młodsza siostra. One utwierdzają go w przekonaniu, że nie należy porzucać marzeń. To właśnie motyw wiary w kogoś, dawaniu za jej sprawą siły do zmagania z rzeczywistością oraz waga międzyludzkich więzi okażą się tu kluczowe.
Ale nie tylko inni będą pomagać Iqbalowi, bo i on komuś pomoże się pozbierać: rozczarowanemu życiem byłemu zawodnikowi, którego kariera została zniszczona, i teraz zapija smutki (Naseeruddin Shah). Z ciekawostek: o ile filmowi bohaterowie marzący o krykietowej karierze to zwykle batsmani, Iqbal jest fast bowlerem.
Oczywiście świat przedstawiony jest uproszczony, baśniowy, i wszystko układa się w nim tak, jak powinno, a słuszność jest po stronie tych „słusznych”. Wiadomo, że nawet nadęty trener ze szkółki krykietowej, co dawno zapomniał, na czym polega gra fair, uwikłany w układy i układziki, dostanie odpowiednią lekcję pokory. Wiadomo, że wysiłki bohatera zostaną nagrodzone. Wiadomo, że dzieciaków, co nie miały tyle szczęścia co filmowy bohater, jest mnóstwo. Ale o to właśnie chodzi, by zaprezentować inny scenariusz. I marzącym dać motywację, by marzenia realizować.
Na miłośników krykieta czeka nie lada niespodzianka – bo na ekranie na chwilę pojawi się legendarny zawodnik Kapil Dev, kapitan, który doprowadził indyjską reprezentację do zdobycia tytułu mistrzowskiego w 1983 r.
Co zaś do kwestii niepełnosprawności i sportu – warto przy okazji wspomnieć, że w Indiach działa bardzo prężnie Cricket Association for the Blind zajmująca się promowaniem odpowiednio zaadaptowanej wersji gry dla niewidomych i niedowidzących. Rozgrywane są nawet mistrzostwa świata – do tej pory odbyły się 3 edycje, z czego dwie zorganizowano w Indiach. I Indie są aktualnym mistrzem z ubiegłego roku.
Istnieje też analogiczne stowarzyszenie – bliżej tematyki Iqbala, zrzeszające głuchoniemych zawodników – The Deaf Cricket Federation of India.

kapil dev1

Kapil Dev współcześnie, w roli komentatora podczas turnieju Champions Trophy w 2014 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1983 MalayalamPodobnie ciepłą atmosferę co w Iqbalu znajdziemy w 1983 (2014) z Kerali. Nie jest to bynajmniej film o zdobyciu przez Indie pierwszego – i przez dekady jedynego – mistrzowskiego lauru w najważniejszej z imprez, co mógłby sugerować tytuł, ale pośrednio o wadze tego wydarzenia, które dało tak ogromny powód do dumy i zainspirowało młode pokolenie do własnych marzeń o sukcesie i triumfie. Dawni zawodnicy, historycy sportu, komentatorzy zgodnie przyznają, że ’83 rok był punktem zwrotnym – i bez niego indyjski krykiet nie wyglądałby dziś tak samo (kwestie ekonomiczne i marketingowe są tu równie istotne).
Jest to również film o znaczeniu krykieta w indyjskiej codzienności, bo, jak przytaczałam we wstępie, w kraju tak zróżnicowanym etnicznie, kulturowo, religijnie ów sport jest jednym z czynników spajających cały naród i dających poczucie wspólnoty.
1983 to po części nostalgiczna podróż w przeszłość, przywołująca atmosferę pomistrzostwowej euforii. O szczenięcych czasach wymykania się ze szkoły, by obejrzeć mecz, poświęcaniu na rozgrywki z kumplami każdej wolnej chwili. Takie historie z dzieciństwa opowiadała mi znaczna część indyjskich przyjaciół.
Po trosze to również opowieść o tym, jak bardzo przez te kilkadziesiąt lat zmieniło się społeczeństwo i podejście do sportu. W czasie młodości Ramesana, (Nivin Pauly), nie było nawet mowy o tym, by próbować innej ścieżki kariery. Należało zdobyć godziwe wykształcenie i zostać uczciwym obywatelem. I mimo niewątpliwego talentu jest dla Ramesana oczywiste, że na pewnym etapie życia czas przestać się włóczyć z kolegami i bawić w mecze, a trzeba założyć rodzinę i zapewnić jej byt. (W „profesjonalnym” sporcie w pozafilmowej rzeczywistości sprawy zresztą nie prezentowały się różowo, indyjska federacja krykieta – obecnie finansowa potęga – wówczas nie miała nawet funduszy na nagrody dla graczy za historyczne zwycięstwo, zebrano je dzięki specjalnemu koncertowi charytatywnemu).
Gdy Ramesan sam zostaje ojcem, postanawia zapewnić własnemu synowi możliwości treningu, jakich sam nie miał. A reszta rodziny jest w tym cudownie wspierająca, nawet jeśli pasji tej dwójki nie rozumieją (i jak bezcenny jest wujaszek konstruktor, który zmontuje własnym sumptem maszynę bowlingową!).
Mamy tu oczywiście zgraną paczkę przyjaciół, świetnie zmontowane sceny ich rozgrywek pośród malowniczych keralskich krajobrazów oraz obrazki, jak w Chennai 600028, pokazujące, że krykieta zobaczymy w Indiach wszędzie. Bo chmara roześmianych, bosych dzieciaków, zmontowawszy stumpy z patyków, w pole gry zamieni każdą przestrzeń, czy to szkolne podwórze, dowolny fragment przestrzeni z udeptaną ziemią czy pole ryżowe.
Kibiców z pewnością ucieszą fragmenty meczów migające w telewizorach czy rozpoczynająca film mowa Sachina Tendulkara, jednego z najlepszych zawodników w historii tego sportu, żegnającego się z kibicami po swoim ostatnim, dwusetnym teście (Sachin zresztą staje się tu pośrednio bohaterem rozbrajającej i przezabawnej sceny z życia małżeńskiego).

kumily

Grupa znajomych w trakcie popołudniowej rozgrywki w keralskim Kumily – równie dobrze mogłaby to być scena z „1983”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeeva-Movie-Posters

Do tej pory mowa była raczej o talencie, marzeniach i determinacji, by je realizować. Jeeva (2014), utrzymany w konwencji filmu biograficznego fikcyjnego zawodnika opowiadającego o swojej ścieżce kariery, pokazuje sprawę od nieco mniej optymistycznej strony. Bo dość otwarcie i gorzko mówi się tu o układach oraz polityce stojącej za selekcją zawodników. O tym, że w prawdziwym świecie sam talent oraz wyniki nie wystarczą. Niestety, poza zwróceniem uwagi na ten aspekt film jest jednak średnio udany, akcja grzęźnie co chwila, i nazbyt wiele miejsca poświęcono rozgrywanym w żółwim tempie perypetiom uczuciowym. Ale wartość dodatkową stanowi pokazanie, jak wygląda drabinka, którą musi przejść większość zawodników, których oglądamy potem występujących na najwyższym poziomie: od rozgrywek klubowych, po kolejne ligowe szczeble, aż do reprezentowania danego stanu. (Podkreślono też znaczenie najważniejszego i najbardziej prestiżowego lokalnego turnieju indyjskiego – Ranji Trophy). Spośród zaś najlepszych zawodników w składach danych stanów wyłaniani są ci, którzy reprezentują kraj w meczach międzynarodowych.
Z drobiazgów cieszących kibiców – pojawi się dość oczywiste nawiązanie do popularnej, rozgrywanej w kwietniu i maju, ligi IPL. I przepiękne są ujęcia ćenajskiego stadionu.

chd

Stadion Chidambaram w Ćennaju, jeszcze z pustymi trybunami, przed wieczornym meczem Indie vs Nowa Zelandia w 2012 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

lagaanLagaan (2001), najbardziej znany spośród filmów krykietowych uzyskał nawet nominację do Oscara w kategorii najlepszego obrazu nieanglojęzycznego (tylko dwie inne produkcje z Subkontynentu mogą się poszczycić podobnym sukcesem). Obraz wyreżyserowany przez Ashutosha Gowarikera, lubiącego epicki rozmach, rozgrywa się w czasach wiktoriańskich, pod brytyjskim panowaniem. Opowieść ma umowną baśniową konwencję, przywodzącą na myśl ludowe podania o prostym człowieku, który zdołał przechytrzyć kogoś potężniejszego. Twórcy przyznawali się do inspiracji komiksami o Asteriksie i Obeliksie – z tym że tu zamiast „Ale głupi ci Rzymianie”, można westchnąć „Ale okropni ci Brytole”. Mamy tu prostych i szlachetnych mieszkańców wioski oraz karykaturalnie złych kolonizatorów, którzy mimo suszy, jaka zaprzepaściła zbiory, bezlitośnie domagają się należnego podatku (lagaan). Traf chce, że reprezentujący wieśniaków Bhuvan (Aamir Khan) zawiera z Brytyjczykami zuchwały układ – podatek zostanie anulowany na trzy lata… jeśli miejscowi zdołają pokonać Anglików w pewnej grze… Porażka zaś będzie oznaczać zapłatę w potrojonej kwocie. Grę nazywają krykietem. I to kolejna intertekstualna zabawa – bo motyw zakładu zaczerpnięto z Naya Daur, klasyka kina hindi z Dilipem Kumarem z 1957 r.
Lagaan ma wszelkie cechy, jakie zwykło się przypisywać bollywoodzkiemu kinu. A więc jest odpowiednio długi (224 min – jak wspominałam, reżyser lubi epicki rozmach, ale też dla krykietowego kibica te parę godzin to zaledwie jeden mecz t20), ma piosenki i sekwencje taneczne (rewelacyjna muzyka Rahmana), jest miejsce i na romans, i dramat, i odrobinę śmiechu.
Film można podzielić na dwie części – przygotowania do meczu, gdy mieszkańcy wioski uczą się gry i jej zasad, wspierani przez zniesmaczoną bezdusznością rodaków Angielkę, a wreszcie sam pojedynek. I ten ostatni to dla miłośników dyscypliny prawdziwa uczta, bo jest to jak najbardziej klasyczny mecz testowy z wszelkimi elementami, jakich można oczekiwać od zmagań o tak wielką stawkę: a więc niespodziewanymi zwrotami akcji i cudownie wywalczonym zwycięstwem, gdy wszystko wydaje się już stracone.
Lagaan jest również przy okazji ilustracją podziałów społecznych, która za sprawą niedotykalnego zawodnika pokazuje, że mimo wszystko krykiet wiąże się egalitarnością. Ten niedotykalny, Kachra, przypomina zresztą o niezmiernie istotnej dla historii indyjskiego krykieta postaci spinnera Palwankara Baloo, pierwszego dalita, który osiągnął znaczące sukcesy sportowe i był częścią drużyny hindusów wywodzących się z wysokich kast (acz z racji pochodzenia nigdy nie został kapitanem).
Lecz nade wszystko w Lagaan mecz krykietowy jest wykorzystany jako bardzo zgrabna metafora walki o niepodległość. Ten film to właściwie baśń o odzyskaniu wolności. A wszyscy, którzy mają świadomość, jaki etos oraz kwestie polityczno-historyczne wiążą się z krykietem, zdają sobie też sprawę, jak bardzo ta metafora jest adekwatna.
Lagaan zresztą stał się przedmiotem rozmaitych zupełnie poważnych socjologicznych i kulturoznawczych rozpraw – dotyczących zarówno bliskich związków krykieta i nacjonalizmu, jak też kwestii kolonialnego dziedzictwa. A znany historyk sportu, Boria Majumdar, pisał o nim: dla mnie Lagaan jest zaprezentowanym w fikcyjnej formule komentarzem dotyczącym tego, jak krykiet rozwijał się i ewoluował w kolonialnych Indiach. 
Z ciekawostek historycznych – akcja filmu rozgrywa się w 1893 r. W prawdziwym świecie kilka lat wcześniej, w 1889 r., wizytująca brytyjska drużyna pod przewodnictwem G.F. Vernona doznała pierwszej porażki na indyjskiej ziemi, przegrywając z bombajskim parsyjskim zespołem przed dwunastotysięczną widownią.
W kontekście Lagaan przypomina się żartobliwe stwierdzenie Ashisa Nandy’ego z The Tao of Cricket: On Games of Destiny and the Destiny of Games, że krykiet to indyjska gra, którą przypadkowo wynaleźli Brytyjczycy. 

 

kibice3

Kibice – w narodowych barwach – podczas zeszłorocznego meczu Indie vs Anglia w Nottingham

 

5 uwag do wpisu “Poza granicą boiska – kino indyjskie o krykiecie

    • Kluczem była jakość – no i krykieta musiało być dużo;) – nie starałam się dobrać tak, by różne języki były reprezentowane. To wyszło przypadkiem:). Z zupełnie zamierzchłych czasów niestety nie znam przykładów. Najstarszy film „w temacie”, jaki widziałam, jest z 1990, ale nawet wrogowi go nie polecę i niech na jego tytuł spadnie zasłona milczenia;).

    • Wierz mi, dzieło nie jest takie złe pośród innych, które tu pominęłam:). Ja nawet mam do tego filmu sporo sympatii – oglądałam go w kinie, gdy pierwszy raz wybrałam się do Indii:D

  1. Pingback: M.S. Dhoni. The Untold Story (2016, M.S. Dhoni: Historia nieopowiedziana) | Hunterwali

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s