Mayabazar (1957) – W królestwie iluzji

Mayabazar posterW początkach swojej historii kino indyjskie nader często sięgało po opowieści zaczerpnięte z mitologii oraz eposów, Mahabharaty i Ramajany. Zawsze cieszyły się popularnością i nie zapomniano o nich, nawet gdy filmowcy podjęli tematy społeczne i porzuciwszy świat bogów czy pełnych przepychu dworów legendarnych władców, zaczęli zwracać się ku prowincji oraz zwykłym ludziom. Ale też – co naturalne w przypadku tekstów tak istotnych dla danej kultury – trudno mówić, by czas mitów w kinie indyjskim kiedykolwiek przeminął. Bo w niezliczonych utworach, jak i u nas, odwieczne motywy są na różne sposoby przetwarzane, rozgrywane, cytowane. Choćby na tym najbardziej powierzchownym poziomie – gdy w jakimś filmie typowi spod ciemnej gwiazdy wpadnie w oko cudza małżonka, a typek ten ma na imię Rawana, publiczność jest doskonale świadoma, jakich niegodziwych czynów może się ze strony owego typka spodziewać.
Kino mitologiczne – w najczystszej postaci – zrodziło się wraz z indyjską kinematografią. Raja Harishchandra uznany przez historyków za pierwszą pochodzącą z Subkontynentu fabułę to przecież ni mniej, ni więcej – opowieść mitologiczna. Przeskoczmy jednak kilkadziesiąt lat później.

krihna

NTR jako Kryszna

Sztandarowym przedstawicielem gatunku jest bowiem Mayabazar, wielki przebój kina telugu z 1957 roku, ekranizacja ludowej opowieści nawiązującej do epizodu Mahabharaty (nie znajdziemy jej w tekście eposu).
Mayabazar to jeden z tych ponadczasowych klasyków, które nie przestają bawić kolejnych pokoleń i są doskonale pamiętane. Do tego stopnia, że w 2013 roku, gdy portal IBNLive ogłosił wśród czytelników plebiscyt na wyłonienie z zaproponowanej listy najwspanialszego indyjskiego film wszech czasów, wygrała właśnie ta produkcja (pokonując m.in. Pather Panchali, Nayagan, Diwale Dulhania Le Jayenge, Vanaprastham i Sholay).
Kino regionalne niekoniecznie ma ogólnonarodowy odzew i zasięg, jednak plebiscytową popularność tego tytułu, również poza granicami Andhra Pradeś, nie tak trudno wyjaśnić. Film powstał równolegle w dwóch wersjach, tamilskiej i telugu (a zdubbingowano go w kannada), różniących się nieznacznie obsadą, i – jak objaśniał portal, ogłaszając wynik sondy – najbardziej prominentne postacie przemysłów tamilskiego, malajalam, telugu, kannada maczały w nim palce. Spójrzmy tylko na obsadę – Savithri, NTR, ANR, a w wersji tamilskiej zamiast tego ostatniego Gemini Ganesan.
Historia mitologiczna w oczywisty sposób przekraczała granice konkretnego stanu (choć opowieść o zaślubinach Sasirekhi ponoć popularna jest w ustnej tradycji przede wszystkim Andhry). Poza tym Mayabazar pod wieloma względami był dokonaniem wyjątkowym, szczególnie dopracowanym od strony technicznej. Zdjęcia (autorstwa wybitnego operatora Marcusa Bartleya), muzyka i piosenki, choreografia czy drobiazgowa praca scenograficzno-kostiumologiczna do dziś mogą zrobić wrażenie. Do tego jeszcze efekty specjalne ukazujące niezwykłe czyny bohaterów.
Nawet widz wywodzący się z innego kręgu kulturowego, dla którego na ekranie pojawia się korowód obcych postaci, i który nie zna podejmowanych tu wątków, może czerpać z seansu radość, jaką przynosi oglądanie wystawnych kostiumowych produkcji z hollywoodzkiej ery wielkich wytwórni.

mayabazar1Kanwą Mayabazar jest, jak już wspomniałam, jedna z ludowych opowieści osnutych wokół Mahabharaty. Arjuna (jeden z Pandawów) wysyła małżonkę Subhadrę wraz z synem Abhimanyu do Dwaraki pod opiekę jej przyrodnich braci Kryszny i Balaramy.
Abhimanyu i córka Balaramy Sasirekha (Savithri) od najwcześniejszych lat darzą się uczuciem. Zresztą gdy tylko Sasirekha się urodziła, jej ojciec złożył obietnicę, że poślubi ona Abhimanyu. Jednak żona Balaramy nie jest skłonna do respektowania przyrzeczenia – Pandawowie wszak utracili królestwo wskutek podstępu Kaurawów. Przekonuje męża, by oddali rękę dziewczyny synowi podstępnego Duryodhany.
maya-bazar-stills-102Kryszna doradza siostrze i jej synowi udanie się po pomoc do Ghatotkachy, kryjącego się w lesie wielkiego wojownika obdarzonego nadzwyczajnymi magicznymi mocami. A ten – by ujawnić nikczemne spiski i pomóc parze ukochanych – sięgnie po repertuar czarów i iluzji. Uruchomi to ciąg zarówno niesamowitych zdarzeń, jak i licznych komediowych perypetii na dworze. Te ostatnie rozegrane będą wedle najlepszych slapstickowych i farsowych receptur.
A pod pretekstem historii z romantycznym tłem, zetrą się szlachetność i nikczemność.

Na planie filmu

Na planie filmu

Oczywiście Mayabazar to produkcja, której zadaniem jest przede wszystkim dostarczenie nieskrępowanej rozrywki. I ma wszelkie niezbędne składniki. Miłość, zdradę, intrygi, politykę, romans i komedię zmieszane w idealnych proporcjach, widowiskowość, wyraziste postacie, przebojowe piosenki. I nie szkodzi, że mowa o bogach i herosach, bo ich namiętności, słabostki i perypetie są jak najbardziej ludzkie. I wszystko, co już podkreślałam, zrealizowane na wysokim poziomie. Sceny są świetnie skomponowane, a gwiazdorska ekipa poprowadzona tak, by publiczność zobaczyła swoich idoli od jak najlepszej strony i by każdy miał sposobność odpowiednio zaprezentować się na ekranie. Trudno mi sobie wyobrazić lepszą decyzję obsadową niż NTR jako Kryszna. Idealne połączenie majestatu, wdzięku i odrobiny autoironicznego dystansu. Ale reszta grona dotrzymuje mu kroku. I pamięta się równie dobrze m.in. nieco rubasznego S. V. Rangę Rao jako Ghatotkachę, gapowatego syna Duryodhana w wykonaiu Relangi Venkaty Ramaiaha czy komediowy potencjał Savithri.

supergoodmovies.comW 2010 roku film doczekał się drugiego życia – wydano go na DVD i pokazano w kinach w zremasterowanej cyfrowo, pokolorowanej wersji. Nie jestem zwolenniczką nadawania czarno-białym filmom barw, i choć tutaj dobrano je z wyczuciem i zadbano o odpowiednie tonacje, a i przepych scenografii czy kostiumów aż się prosi o kolor, to gdzieś ulania się maestria operatorskiej pracy Bartleya, mistrza monochromatycznego obrazu. Wersja kolorowa uboższa jest również o dwie piosenki, w przypadku których jakość taśmy była zbyt słaba, by uzyskać akceptowalny efekt w odświeżonej edycji.

3 uwagi do wpisu “Mayabazar (1957) – W królestwie iluzji

  1. Dla mnie ten film to coś jak dobra klasyczna operetka – to nie fabuła jest najważniejsza, ale rozrywka na poziomie, no i cudowna muzyka :) (do której to dopiero jest do dziś odniesień! miałam kiedyś robić wykaz filmów, które dostały tytuły od którejś z MB piosenek np :D) No i lubię ten film za to, że jak Sholay, to nie jest film żadnej gwiazdy, ale absolutnie dzieło zbiorowe, w którym każdy ma swoją rolę i miejsce (ty se wybrałaś jak widzę NTRa, ja absolutnie jestem fanką łasucha SVRa, ale przecież trudno mówić o tym filmie li w kategorii jednego z nich, bo jest ponad tym jako całość – rzecz dziś prawie niespotykana, jeśli chodzi o filmy z udziałem gwiazd)

  2. Świetny tekst, czytałam z przyjemnością i jak zwykle – z nutą żalu, że samego filmu nie widziałam. Przypomniał mi też jak za młodu czytałam wydaną w „czarnej serii” mitologię indyjską: aż chce się wrócić do tematu i poczytać więcej.

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s