Bulbul Can Sing (2018) – Dziewczęca siła

Rima Das, reżyserka samouk, wypłynęła za sprawą Village Rockstars – kameralnej opowieści o dorastaniu rozgrywającej się na asamskiej prowincji. Film miał premierę w 2017 r. podczas festiwalu w Toronto, a później zdobył kilka Nationali, w tym najważniejszy laur dla najlepszej indyjskiej fabuły. Wybrano go też jako krajowego kandydata do oskarowej nominacji w kategorii filmu obcojęzycznego (bez powodzenia) i powracał na wielu listach podsumowujących najciekawsze indyjskie tytuły minionego roku. Szum wokół Village… jeszcze nie zdążył ucichnąć, a Das powraca z kolejnym tytułem, Bulbul Can Sing. Ponownie zabiera nas w sielskie okolice swojej rodzinnej wsi Kalardiji. Nieuchronnie przypomina się więc R.K. Narayan, który literackimi opowieściami o fikcyjnym południowoindyjskim Malugdi (przeniesionymi na mały ekran w pamiętnych Malugdi Days), stworzył porywający mikrokosmos prostoty i codzienności. Narayan był kronikarzem życia zwykłych ludzi, świetnym znawcą charakterów, potrafiącym portretować je poprzez detal. Das, podobnie jak on, empatycznie przygląda się zwyczajnym postaciom, również kobietom przeciwstawiającym się patriarchalnej tradycji. Jednak podróż jej bohaterów jest o wiele bardziej kameralna i wewnętrzna.

Bulbul to dorastająca dziewczyna. Nosi imię oznaczające słowika – ojciec, ludowy muzyk, pragnął, by córka poszła w jego ślady i nazywając ją tak, próbował zakląć rzeczywistość. Raczej na próżno, bo jej nauczyciele muzyki nie uważają, by była specjalnie utalentowana. Ma płaski, niewyróżniający się głos, a do tego krępuje ją śpiewanie przed publicznością. Bulbul, jak to dziewczyna w jej wieku, chodzi do szkoły, pomaga matce w pracach domowych, a wolne chwile spędza, włócząc się po okolicy z przyjaciółmi, sympatyczną Bonnie (Bonita Thakuriya) i wrażliwym Sumanem (Manoranjoan Das). Ta trójka jest właściwie nierozłączna, razem się wygłupiają, dzielą drobne radości i sekrety. Łączy ich głęboka wieź, ale pozbawiona erotycznych napięć. Bulbul i Bonnie mają szkolnych chłopaków. Wymieniają z nimi pierwsze niezręczne uściski i nieśmiałe pocałunki. Z Sumanem sprawa jest bardziej skomplikowana. Mieszkańcy wsi nie potrafią go zrozumieć, bo nie pasuje do znanych im kategorii tego, co męskie, a co kobiece. Rówieśnicy dręcząc go, nazywając „Damskim”. Suman wydaje się odporny na te zaczepki, ale pewnego razu, w chwili zwątpienia i rozpaczy, zwierza się przyjaciółkom: „Bóg mnie takim uczynił. Czy to moja wina”? Jego tożsamość płciowa i orientacja seksualna nie są nigdy nazwane wprost – sam chłopak nie jest ich w pełni świadomy, bo w jego środowisku nie ma nawet właściwych słów, nie zna się i nie akceptuje ludzi takich jak on. Suman ma jedynie poczucie własnej odmienności czy raczej z racji ostracyzmu i poniżania – „dziwaczności”.

Bulbul…, podobnie jak wcześniejsze Village Rockstars porusza tematykę feminizmu w głęboko patriarchalnym otoczeniu. O ile jednak w tym wcześniejszym filmie kwestia bycia kobietą w świecie zdominowanym i rządzonym przez mężczyzn była tylko lekko zasygnalizowana, teraz jednak jest kluczowa. Bohaterowie są starsi, ich problemy są więc doroślejsze, o nieco już innej naturze. W pewnym sensie Bulbul można uznać za starszą wersję niesfornej Dhunu z Village, szukającej siebie i swojej tożsamości. O ile jednak dziesięcioletnia Dhunu może się cieszyć wolnością i niewinnością dziecka, Bulbul, wchodząc w dorosłość, powoli zderza się ze ścianami, jakie budują społeczeństwo i kultura. „Czemu tak się złościsz”, „Dziewczęta powinny być skromne”, „Dziewczyny powinny się dobrze zachowywać”, „Powinnaś być spokojniejsza” – słyszy od matki. Symboliczne ograniczenie przychodzi również od Sumana, który żartobliwie każe jej związać długie, niesforne włosy, bo inaczej może paść ofiarą mściwego ducha. Bulbul, buntując się przeciwko pomysłom, jakie konserwatywna społeczność ma na to, co jest dla niej właściwe, nie rezygnuje z „zewnętrznych” atrybutów kobiecości. Boso chodzi po drzewach, ale w kojarzącej się z wolnością kwiecistej sukience podkreślającej sylwetkę, z puszczonymi swobodnie długimi, gęstymi włosami. Stopniowo odkrywa też, na razie dość niewinnie, swoje pierwsze fizyczne potrzeby.

Das pokazuje, że w represyjnym społeczeństwie narzucającym określony model moralnych zachowań nie ma miejsca na to, by młodzież w bezpieczny i otwarty sposób uczyła się własnej cielesności. Niewinne doświadczenia traktowane są jako występki wbrew naturze, które należy karać i rugować. Pojawia się kwestia, tak dobrze znana z indyjskich nagłówków, samozwańczych bojówek walczących z „niemoralnością”. I szokujące jest, że prowincjonalni nauczyciele oraz wioskowa starszyzna widzą występek w pierwszych pocałunkach, a nie brutalnym ataku na dzieciaki, które wymknęły poodejmować się nad jeziorem. To, co ludzie powiedzą, oraz zaściankowa moralność okazują się ważniejsze niż dobro czy przyszłość uczniów. Nieuchronnie opowieść zmienia więc ton – po sielskim początku nabiera powagi i mroku. Odzwierciedla to przejście bohaterki między dwoma światami – dzieciństwa a dorosłości. Bo nieodłączną częścią doświadczania jest zarówno doświadczanie miłości, jak i bólu, radości oraz smutku.

Rima Das to kobieta orkiestra. Pisze scenariusze swoich filmów, produkuje je, reżyseruje, odpowiada za zdjęcia, a potem nadaje końcowe szlify w montażowi. Tak samo było z Bulbul… Reżyserka sięga po proste środki wyrazu. Nie zawsze wolne od technicznych niedociągnięć (jak nieostrości obrazu), ale szczere i działające z dużą mocą. Złożona z nieprofesjonalistów obsada wypada wiarygodnie. Zdjęcia tworzą intymną, chwilami niezwykle sensualną atmosferę, niejednokrotnie podkreślając związek bohaterów z naturą. Obserwujemy postacie z lubością zanurzające stopy w trawie, wystawiające twarze, by obmyły je krople deszczu albo muskały słoneczne promienie. Asamski krajobraz z bezkresnymi jeziorami, soczyście zielonymi polami ryżowymi i rozległymi łąkami, olśniewa.

Za sprawą tego filmu Das dojrzała jako reżyserka. Jej styl okrzepł, a ona zdecydowanie znalazła swój głos, zupełnie jak Bulbul, która w momencie rozpaczy i bezsilności zaczyna śpiewać, sama dla siebie, by skanalizować niemogące znaleźć w inny sposób ujścia emocje.

 

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.