Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie (2018) – Średnia sztuczka

Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie wydaje się idealnym kandydatem na letni przebój. Lekki, barwny, mieszający odrobinę egzotyki z pocztówkowymi europejskimi lokacjami, a do tego krzepiący pozytywnym przesłaniem. Szkoda tylko, że emocje budzi co najwyżej właśnie letnie. I wietrzeje z głowy szybciej, niż trwa projekcja.
To powstała w koprodukcji francusko-belgijsko-indyjskiej ekranizacja Romaina Puértolasa o jeszcze bardziej zawiłym tytule. Do reżyserowania przymierzała się Marjane Satrapi, Iranka, którą znamy ze znakomitego komiksu Perspepolis i jego entuzjastycznie przyjętej na świecie animowanej adaptacji. Wycofała się jednak z projektu (a szkoda, bo zastanawiam się, jak wyglądałby ten film przefiltrowany przez jej wrażliwość i poczucie humoru), ale jej zawdzięczamy coś, co sprawia, że rzecz można obejrzeć bez większego bólu – angaż Dhanusha. Jego naturalny wdzięk i charyzma oraz rozbrajający uśmiech napędzają całość.
Bohatera, Ajatashatru Lavasha Patela, poznajemy w szczenięctwie jako małego rozrabiakę, który zadręcza swoją samotną matkę pytaniami o ojca i przedsiębiorczo zabiera się do zarobkowania, niekoniecznie na sposoby akceptowalne przez prawo. Szybko przeskakujemy do dorosłości, kiedy to wskutek zawiłych komiczno-dramatycznych perypetii los rzuci go do Paryża, a później poprzez Europę, Afrykę z powrotem do ojczyzny. Będzie w tym w miejsce i dla rodzinnej tajemnicy, i dla uroczej dziewczyny. A wszystko podane w formie opowieści, jaką bohater roztacza przed małoletnimi opryszkami, którzy właśnie mają trafić do poprawczaka.
Scenariusz odchodzi od pierwowzoru – i to znacznie. Bohatera odmładza, zabiera z Radżastanu do Mumbaju. Robi opowieść bardziej filmową, ale zmiany niekoniecznie wychodzą na korzyść.

Fakir łączy Slumdoga z Życiem Pi i Lionem, ale reżyser nie ma talentu Boyle’a czy Anga Lee. Bierze więc po trochu z różnych sprawdzonych patentów, ale nie oferuje nic ponad klisze, śliczne i kolorowe obrazki czy mało odkrywcze żarty z przypadku i przeznaczenia. Dostajemy nawet coś na kształt scen taneczno-wokalnych. Koszmarną sekwencję z niemrawo pląsającym i śpiewającym policjantem, gdzie aktor w ogóle nie odnajduje się w konwencji, o co trudno mieć pretensje, bo scena sprawia wrażenie wciśniętej na zasadzie „no to rzucamy kością, gdzie w scenariuszu upchnąć piosenkę”. Lepiej wypada klubowy kawałek z roztańczonym Dhanushem (zaangażowali indyjskiego choreografa). Ładne są afrykańskie zaśpiewy… ale też wydają się zupełnie przypadkowym elementem, a nie integralną i świadomą częścią koncepcji.
Film próbuje dotykać ważnych aktualnych spraw, ale ślizga się po wierzchu, jakby w obawie o samopoczucie widza. Może gdyby chodziło o jakąkolwiek inną kwestię… ale czy w obliczu tego, jak wygląda współczesny świat, tak infantylne i banalne spojrzenie na uchodźców i ich dramat tylko irytuje. Trudno też się przejąć wątkiem romantycznym – gdy wybranka bohatera to tylko papierowa wycinanka, a pamięta się ją głównie za sprawą koszmarnie napisanej postaci irytującej przyjaciółki?
Perypetie rodzinne bohatera służą do zawiązania akcji… a potem scenariusz traci tym wątkiem zainteresowanie.

Ani to specjalnie złe, ani dobre, ani szczególnie wzruszające czy zabawne. Jeśli jednak nie nastawicie się na nic ponad sympatyczne 90 min z Dhanushem, tyle akurat na pewno was czeka.

Jedna uwaga do wpisu “Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie (2018) – Średnia sztuczka

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.